Jak poinformowała minister w rozmowie na antenie TVN24, edukacja zdrowotna stanie się przedmiotem obowiązkowym od czwartej klasy szkoły podstawowej oraz w szkołach ponadpodstawowych. Jedynie komponent dotyczący wiedzy seksualnej ma pozostać nieobowiązkowy i dostępny na zasadzie dobrowolnego wyboru.
W praktyce jednak – jak podkreślają lokalni samorządowcy – zmiana oznacza odejście od wcześniejszych deklaracji. W gminie Czarny Dunajec w roku szkolnym 2025/2026 na zajęcia uczęszczało zaledwie 49 uczniów na 1219 uprawnionych, co oznacza, że aż 96 proc. rodziców zdecydowało się wypisać dzieci z tych lekcji. To właśnie tam pojawiły się pierwsze zapowiedzi otwartego sprzeciwu wobec decyzji resortu. Radny gminy Paweł Dziubek nie ukrywa rozczarowania: „Będziemy się sprzeciwiać tej decyzji. Zamierzamy podejmować rezolucje, by przekonać panią minister do wycofania się z tego pomysłu”. Dodaje przy tym jasno: „Jeśli pisma nie pomogą, będziemy protestować”.
W jego ocenie problem ma charakter nie tylko programowy, ale przede wszystkim dotyczy sposobu wprowadzania zmian. „Jesteśmy samorządem, więc powinniśmy móc sami decydować o sobie i naszych dzieciach” – podkreśla, wskazując na napięcie między decyzjami centralnymi a lokalną autonomią.
Jeszcze ostrzej brzmią jego słowa o poczuciu zawodu wśród mieszkańców: „Miał być wybór, miało nie być przymusu. A teraz okazuje się, że obowiązek będzie – to wprowadzanie zmian małymi kroczkami”. Radny wyraża obawę, że obecna decyzja to dopiero początek szerszego procesu: „Dziś pani minister mówi o jednej godzinie, a wkrótce okaże się, że będą trzy, pięć i więcej”.
W jego opinii konieczna jest szybka reakcja społeczna. „Nie możemy się na to godzić. Chcemy uciąć to w zalążku, bo jeśli teraz nie zareagujemy, za rok czy dwa wszystko będzie obowiązkowe” – ostrzega.
