Dopiero zrozumienie fragmentów układanki, daje obraz końcowy. Na początek zatem odcinek technologiczny. Oczywiście nie cały, ale jego elementy, dające obraz sytuacji i szybkości zmian.
1. Zacznę od tzw. rzadkich pierwiastków, nazywanych – nie wiem skądinąd dlaczego -pierwiastkami ziem rzadkich. Nie są one wcale rzadkie. Występują w ilościach nadających się do wydobycia w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, na Grenlandii i wielu innych krajach. Także w Polce. Nasz problem z nimi polega na tym, że Zachód przekazał swoje możliwości ich przetwarzania około 40 lat temu Chinom. Decydowały o tym głów nie dwa względy: zielone szaleństwo (bo ich wydobywaniu towarzyszą konsekwencje ekologiczne) i wysokie koszty pracy ludzkiej w warunkach bardzo szkodliwych. Chiny były zatem idealnym miejscem, bo tam nikt ani ekologią, ani ludźmi się nie przejmuje. Efekt? Obecnie Chiny kontrolują około 90% światowej rafinacji i produkcji magnesów ziem rzadkich. A wiele innych wytwarzanych przez nich komponentów (np. wykorzystywanych w produkcji mikroprocesorów), jest kluczowych w całej małej i wielkiej elektronice.
Co istotne wspomniane wyjściowo magnesy są krytyczne w produkcji zaawansowanych systemów obronnych. Oznacza to, że praktycznie każdy magnes ziem rzadkich w zachodnich systemach obronnych, pojazdach i sprzęcie przemysłowym pochodzi z chińskiego przetwórstwa.
2. Częścią łańcucha dostaw, której brakuje na Zachodzie, nie jest – wbrew potocznym mniemaniom – kopalnia, gdzie wydobywa się owe metale. Krytycznym punktem jest proces przetwarzania, czyli seria technicznie wymagających etapów, w których surowiec jest rozdzielany na pojedyncze pierwiastki, dalej przekształcany w metale o wysokiej czystości w ekstremalnych temperaturach, a następnie stapiany zgodnie z precyzyjnymi specyfikacjami do wykorzystania w magnesach.
W obecnych próbach uniezależniania się od Chin uznano ten właśnie etap metalizacji za najmniej rozwinięty i najtrudniejszy do odtworzenia poza nimi. Wymaga on głębokiej, zgromadzonej wiedzy operacyjnej, której rozwój zajmuje długie lata i której nie da się po prostu kupić.
Jak się jednak okazało, od wielu lat w USA funkcjonuje firma, która przetwarza tlenki metali ziem rzadkich w metale i stopy o jakości wojskowej, wykorzystywane w magnesach trwałych, które można znaleźć we wszystkim, od myśliwców po systemy naprowadzania pocisków rakietowych. Firma współpracująca z Pentagonem, NASA i innymi ważnymi odbiorcami i zapewnia im prawie 100% dostawy krytycznych materiałów. To na niej w znacznym stopniu bazują najbardziej zaawansowane i bezpieczne technologie używane przez USA.
3. Zbudowany wokół tej firmy kompleks już od 2020 roku (pierwsze uderzenie Chińczyków w dostawy rzadkich metali) buduje konglomerat, poczynając od bezpiecznych źródeł wydobycia, po finalne, najwyższej jakości metale i ich stopy, wykorzystywane np. w lotach w kosmos czy przy produkcji niewidzialnego F-35. Dzięki wykorzystaniu zaawansowanych technologii, właśnie tam, w Ohio, powstały w ostatnich miesiącach rozwiązania, które pozwalają zrewolucjonizować system (proces) produkcji owych metali i ich stopów. Amerykanie wykorzystali do tego sztuczną inteligencję, dzięki czemu, w jednym z elementów owego procesu, mogą dla przykładu zredukować ilość osób biorących w nim udział z 80 – jak w Chinach – do 6 osób. Do tego uzbrojonych w o wiele bardziej zaawansowane instrumenty pracy i bezpiecznych względem zagrożeń związanych z przebiegiem tego procesu. W ten sposób następuje właśnie również radykalny skok w efektywności produkcji, bowiem nowe procesy pozwalają w tym samym czasie nie tylko wyprodukować o wiele więcej materiału końcowego, ale ma on też wyższą jakość (jest czystszy), co otwiera również zupełnie nowe perspektywy w jego wykorzystaniu w poszczególnych segmentach produkcji końcowej. Co jeszcze bardziej istotne, nowe rozwiązania pozwalają precyzyjnie odpowiadać na specyficzne potrzeby różnych odbiorców. Wręcz dopasowywać do ich indywidualnych oczekiwań – coś czego nie są w stanie na obecnym etapie zaoferować Chińczycy, a co – w całości realizowanych przedsięwzięć ma wpływ na produkcję końcową i jej koszt.
Można zatem podsumować, że na tym odcinku konfrontacji, dokonał się właśnie kluczowy przełom. Każdy miesiąc będzie zwiększał przewagę amerykańską w tym zakresie, a jedynie ci, którzy będą w stanie z USA współpracować, pozostaną w międzynarodowej czołówce. Nie dziwi zatem, że pierwszymi w kolejce do tego źródła są już Japończycy i Koreańczycy (oraz główny dostawca mikroprocesorów czyli Tajwan).
Nie ma tam Polski, bo jej rządowi liderzy nie lubią Trumpa.
4. Wspomniany tu został problem AI. Żeby ten obszar mógł efektywnie funkcjonować, konieczne jest istnienie tzw. Big Data Centers. To ich pojemność warunkuje dzisiaj efektywność rozwoju technologicznego w tym zakresie i w ogóle rozwoju.
Obecnie pojemność BDC na świecie wygląda tak, że USA mają więcej pojemności niż właściwie cały pozostały świat razem wzięty (USA ok. 54 GW, Chiny ok, 32 GW, Europa – ca 12 GW, Japonia i Korea 6,6 GW). Co istotne, Amerykanie zwiększają przewagę nad Chinami, dysponując do tego nowszymi rozwiązaniami. Do tego olbrzymia część pojemności BDC w Chinach, skoncentrowana jest na pełnej inwigilacji własnego społeczeństwa, więc realnie z Amerykanami porównywalne jest zaledwie ok. połowy tej pojemności. Jeśli więc ktoś ma jakieś wątpliwości, jakie przewagi tworzy w rozwoju technologicznym zilustrowana dysproporcja sił i kto dziś dyktuje i będzie dyktował warunki gry globalnej, to lepiej niech się nie bierze za jakiekolwiek inne rozważania scenariuszy.
5. W każdym razie – na marginesie tych danych – budzi się Europa J. Do naszych europejskich „liderów” dotarło, że coś z tym trzeba zrobić. I jak niegdyś Biuro Polityczne KPZR liderzy się zebrali, poobradowali i wymyślili, że szybko zwiększą „nasze” BDC trzykrotnie i dogonią Amerykę (brzmi dla starszych znakjomo?). I planują, jak to zrobić. Od razu ustalili, że jest jednak poważny problem. Bo potrzebna jest bardzo duża ilość energii i wody. Czyli po pierwsze, trzeba będzie negocjować z zielonymi i innej maści neobolszewią – a to jak wiadomo może zachwiać znowu w posadach posadą VDL. Poważniejszy jest jednak drugi problem. Energia. Okazuje się bowiem, że już istniejące BDC w Irlandii pochłaniają więcej energii niż zużywają jej mieszkańcy tego kraju na potrzeby indywidualne. A to się działo przed trwającym zamieszaniem energetycznym. Tanio więc nie będzie. Ponadto, BDC raczej nie ujadą na energii z wiatraków (nawet w Wielkiej Brytanii czy Holandii) czy ze słońca. Czyli jak gonić świat na wiatrakach? AI nie ma poczucia humoru takiego jak „europejska elita” i potrzebuje normalnego prądu, a nie tego „zielonego”. Więc radzą – jak Biuro Polityczne niegdyś w Polsce rozwiązywało problem braku sznurka do snopowiązałek, co pamiętają niestety tylko ludzie w moim wieku – jak wyjść z tych „dylematów”.
6. Ale – i tu pojawia się wreszcie problem Polski – inna rzecz jest ciekawe. Otóż owi spece z Brukseli, choć jeszcze nie wiedzą, czy im nastarczy wiatraków na tę nową zabawę, już wiedzą, gdzie owe 3000 sztuk BDC fundowane za wspólną europejską kasę, ulokują. No i ponad 500 wezmą Niemcy, tyle samo Anglicy, Francuzi 350, Włosi i Hiszpanie po ca 200, Irlandczycy 127, Szwedzi i Szwajcarzy po ca 110. A Polska? Otóż – o czym z pewnością nie wiedzą nasz „nikt mnie w Brukseli nie ogra” i jego świta - aż 99.
Nie wnikam na tym miejscu w to, że oczywiście ów europejski wysiłek w pogoni za światem skończy się w tym, iż w efekcie jego przeprowadzenia, dystans do USA i Chin na pewno znacząco się powiększy. Ponadto już nie tylko Korea Japonia, ale również i Indie wejdą do poważniejszej gry. To oczywiste. Żałosne jest nade wszystko to, że jadąc w tym zrujnowanym i skompromitowanym towarzystwie, będąc i tak w jego ostatnim wagonie (to już pewno jakaś 7 klasa), pozostajemy całkowicie na marginesie technologicznego skoku.
Podsumowując ten wątek – sytuacja zaczyna przypominać lata 80-te XX wieku. Wtedy właśnie, miał miejsce przedostatni skok technologiczny (później był skok związany z rozwojem internetu). Ów skok polegał na upowszechnieniu komputerów i wejściu w epokę informatyczną. Wtedy gen. Jaruzelski załatwił nam temat swoją wysławianą później przez Michnika i jego wychowanków grudniową akcją. Wypadliśmy na dekadę z tej rywalizacji i doganianie świata (a i tak jesteśmy ciągle daleko w tyle), zajmuje nam już ponad 30 lat.
Chichot historii pokazuje, że koalicja, która objęła władzę w Polsce – tak, tak – 13 grudnia, funduje nam podobną do Jaruzelskiego skansenizację.
To nieprawda, że musimy zająć miejsce w tym skansenie, który w ostatnich latach z determinacją godną idiotów fundują nam „europejskie elity”. Możemy mieć inne miejsce, tylko trzeba chcieć zrozumieć, że są takie możliwości.
