Dziennikarz śledczy Leszek Kraskowski jest znany z publikacji dot. posła Koalicji Obywatelskiej Romana Giertycha. Ujawniał m.in. niewygodne dla parlamentarzysty koalicji rządzącej dane dot. spółki Polnord. Niedawno został zatrzymany i usłyszał zarzuty dot. kierowania gróźb karalnych oraz nielegalnego posiadania pistoletu gazowego i amunicji. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na trzy miesiące.
Od początku o szokujących działaniach wobec swojego klienta informuje adwokat dziennikarza mec. Łukasz Pawelski alarmując, że podejrzanemu uniemożliwia się prawo do obrony. Sprawa wywołała ogromne poruszenie. Protestuje nie tylko opozycja, ale również dziennikarze, niezależnie od strony sporu politycznego, z którą są kojarzeni. List otwarty do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka wystosował w tej sprawie red. Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”, który wyraził gotowość do poręczenie za red. Kraskowskim. Po ogromnej burzy wokół całej sprawy poinformowano, że Prokuratura Regionalna w Warszawie dokona analizy akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie, aby przyjrzeć się prawidłowości i zasadności podjętych czynności procesowych.
Teraz portal Niezależna.pl opisuje kulisy zatrzymania dziennikarza, które wbrew obowiązującym procedurom miało nie być rejestrowane kamerami przez funkcjonariuszy.
- „Policjanci z Piaseczna nie zarejestrowali akcji, bo komenda… nie miała ani jednej kamery nasobnej”
- podaje portal.
- „Jak wyglądała operacja zatrzymania red. Kraskowskiego? Jak się dowiedzieliśmy, nieumundurowani policjanci z piaseczyńskiej komendy, m.in. z wydziału kryminalnego, obserwowali go przez dłuższy czas. Funkcjonariusze śledzili go m.in. w jednym z dużych centrów handlowych w Piasecznie i w jego pobliżu. Nie zdecydowali się wówczas na zatrzymanie. Może dlatego, że te obszary są monitorowane? Policjanci poczekali, aż wsiądzie do samochodu. Był następnie śledzony, a zatrzymany dopiero po kilkunastu kilometrach, bliżej domu, w którym mieszka”
- dodaje.
Jak natomiast podają dziennikarze Radia WNET, w czasie przeszukania domu dziennikarza nie był obecny nikt reprezentujący Kraskowskiego, a zamiast tego w czynnościach miała uczestniczyć jego żona, z którą mężczyzna pozostaje w sporze prawnym.
- „Policja przeprowadziła tę kluczową czynność pod nieobecność podejrzanego oraz jego adwokata. Świadkiem przeszukania była natomiast żona dziennikarza, z którą ten od dłuższego czasu pozostaje w głębokim konflikcie i separacji. Adwokat Kraskowskiego nie kryje oburzenia zaistniałą sytuacją. Wskazuje, że zaangażowanie skonfliktowanej osoby do asystowania przy zabezpieczaniu dowodów to złamanie elementarnych standardów rzetelności”
- czytamy na portalu rozgłośni.
W ocenie obrońcy dziennikarza mec. Łukasza Pawelskiego, tak przeprowadzone czynności narażają śledczych na zarzuty o dopuszczenie się manipulacji.
- „Obecnie ten błąd proceduralny to doskonały prezent dla obrony”
- stwierdził cytowany przez Radio WNET prawnik.
Podkreślił, że „mamy do czynienia z bezwzględną podstawą do uchylenia aresztu”.
