Z deklaracji strony amerykańskiej wynika, że kluczowa ma być nie tylko liczebność żołnierzy, ale ich zdolności oraz trwałość obecności. Rubio miał określić Polskę jako „modelowego sojusznika”, który przeznacza odpowiednią część PKB na obronność i inwestuje w nowoczesny sprzęt. Na decyzję Białego Domu wpływają też relacje polityczne, w tym kontakty między prezydentami Karolem Nawrockim i Donaldem Trumpem.
Jednocześnie pojawiła się istotna wątpliwość dotycząca składu sił. Zapowiadane wcześniej dodatkowe 5 tys. żołnierzy może nie oznaczać zwiększenia liczby wojsk, lecz zastąpienie nimi wstrzymanej rotacji brygady pancernej liczącej ok. 4 tys. wojskowych. Oznacza to odejście od dotychczasowego modelu rotacyjnego na rzecz nowej, całościowej koncepcji obecności. Przydacz dodał, że owa zmiana formuły z rotacyjnej na stałą to sygnał tak wobec wschodu, jak i zachodu.
Trwają prace nad szczegółami. W Pentagonie ma dojść do rozmów dotyczących nowej formuły, a ich efekty mogą być znane dopiero jesienią. Równolegle Polska stara się dopracować własne stanowisko przed szczytem NATO. Wcześniej do USA trafiły dokumenty MON dotyczące gotowości przyjęcia stałego kontyngentu.
Rozmowy nie dotyczyły wyłącznie wojska. Poruszono także kwestie bezpieczeństwa globalnego, w tym sytuację Rosji, Ukrainy oraz regionów takich jak Bliski Wschód czy Ameryka Łacińska. Według Przydacza, Waszyngton widzi w Polsce potencjalnego partnera także w kontekście przemian w Wenezueli. Jednocześnie minister zaznaczył, że kluczowe będzie przełożenie politycznych deklaracji na konkretne decyzje.
