Mężczyzna trafił do Szpitala Południowego po tym, jak na przejściu dla pieszych uderzył go samochód.
- „Straciłem przytomność. Pamiętam tylko, że ludzie wyciągali mnie spod samochodu i mówili: Przynieście go na trawnik. Bardzo mocno krwawiłem, krew po prostu bluzgała z rozbitego czoła tuż nad okiem. Wypadek nastąpi o godzin godz. 10:30, do Szpitala Południowego trafiłem gdzieś około godz. 13:30, przez 3,5 godziny trzymali nas w podziemiach. Ja byłem oczywiście w ambulansie cały czas w piwnicach”
- relacjonuje.
- „Człowiek, który zakładał kroplówkę, przebił żyłę i płyn zamiast iść do żyły, to szedł pod skórę i miałem biceps jak Schwarzenegger. Człowiek, który mi zakładał kroplówkę, to był Ukrainiec. Miły pan zresztą, ale po prostu on nie miał pojęcia jak to robić”
- dodaje.
Ze szpitala pan Edward został wypisany, kiedy jeszcze nie mógł chodzić. Wówczas zdecydował się szukać ratunku w prywatnej opiece. Kiedy udał się do prywatnego lekarza, ten poinformował go, że ma odczepioną kość. Wcześniej mężczyzna tego nie wiedział, ponieważ Szpital Południowy… nie wydał mu wykonanych prześwietleń.
- „Lekarz wtedy w obecności mojego brata oświadczył, że ponieważ nie ma złamań, oni wypisują czy ja chcę, czy nie chcę. Na moją uwagę: Panie doktorze, z mojego doświadczenia wiem, że mogłem mieć również wstrząs mózgu. On mówi: Co chce pan symulować, to w ogóle dla nas nie ma znaczenia. My pana wypiszemy, czy pan chce, czy nie chce, wystawimy pana przed przed szpital”
- relacjonuje 82-latek.
