„Dobrze, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski postanowił nie brać udziału w konferencji na rzecz odbudowy (Ukrainy) w polskim Gdańsku” – uważa publicysta Die Tageszeitung – wydawanego w Berlinie dziennika bliskiego lewicy.
„Formalnie rzecz biorąc, nieobecność Zełenskiego to nic wielkiego. Na przykład polskiego prezydenta Karola Nawrockiego w ogóle nie zaproszono” – czytamy dalej.
„Gospodarzem konferencji będzie polski premier Donald Tusk, a u jego boku stanie ukraińska premier Julija Swyrydenko. To, że Zełenskiego nie ma, nie musi więc być koniecznie odebrane jako zniewaga, ale mimo wszystko jest to coś nowego” – uważa publicysta Bernhard Clasen.
Clasen przypomniał także, że Zełenski był nieobecny na poprzednich konferencjach dotyczących odbudowy Ukrainy.
Podkreślił jednak, że tym razem nieobecność Zełenskiego ma związek z narastającym napięciem w relacjach polsko-ukraińskich spowodowanym decyzją o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „bohaterów UPA”. Zdaniem publicysty „nie świadczy to o dyplomatycznym wyczuciu Zełenskiego”.
„Żołnierze Ukraińskiej Armii Powstańczej zamordowali podczas II wojny światowej dziesiątki tysięcy Polaków. Zełenski powinien był wiedzieć, że takie uhonorowanie nie spotka się w Polsce z przychylnością. Można tylko kręcić głową i pytać, co skłania prezydenta Ukrainy do poważnego obciążania stosunków z sąsiadem w takich czasach” – czytamy.
Clasen podkreślił także, że Zełenski sam sobie zaszkodził, ponieważ zdecydowana większość Polaków popiera decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego.
„Wizyta Zełenskiego w Polsce mogłaby w tej chwili tylko jeszcze bardziej zaostrzyć spór. Być może doprowadziłaby nawet do fiaska całej konferencji” – czytamy.
