Autor przypomniał atmosferę polityczną z okresu rządów koalicji PO-PSL i własne doświadczenia sprzed lat. Jak opisał, po jednej z demonstracji spotkał znajomą minister z tamtego okresu i powiedział jej, że protestujący „przyjechali ich obalić”. W jego ocenie tamta władza też była przekonana o własnej trwałości i ignorowała społeczne niezadowolenie. „A jednak ludzie zapamiętali, że władza ich olewa” – pisze Miśkiewicz, odnosząc się m.in. do późniejszego cofnięcia reformy wieku emerytalnego.

Publicysta dużo miejsca poświęca również niedawnym działaniom służb wobec dziennikarzy związanych z Republiką. W jego opinii sprawa może mieć szerszy wymiar polityczny i medialny. „Metody, jakie stosuje obecna władza wobec części obywateli, są niegodne i przypominają komunę” – stwierdził.

Miśkiewicz szeroko komentował także reakcje elektoratu oraz sposób funkcjonowania współczesnych mediów. „Polskim życiem kieruje tylko emocja i żadne argumenty nie mają znaczenia” – ocenił. Jak pisze, społeczeństwo coraz częściej funkcjonuje w zamkniętych „bańkach informacyjnych”, w których odbiorcy otrzymują jedynie wyselekcjonowany przekaz zgodny z linią własnego środowiska politycznego.

Szczególnie mocno publicysta krytykuje działania policji wobec dziennikarzy. „Preteksty były absurdalne, ale przemyślane: dzieciom dzieje się krzywda i próbują popełnić samobójstwo” – pisze, odnosząc się do okoliczności interwencji służb.

W swoim komentarzu Miśkiewicz odwołuje się również do historii PRL i metod działania komunistycznego aparatu bezpieczeństwa. Przypomina tzw. raporty dzienne Służby Bezpieczeństwa, które dokumentowały aktywność uznawaną przez władzę za „wrogą”. „W PRL było coś takiego, jak raporty dzienne Służby Bezpieczeństwa. To genialny materiał dla historyków i badaczy” – pisze. Dodaje też, że podobne mechanizmy budowania narracji politycznej można obserwować także obecnie.

Autor porównuje też współczesny klimat polityczny do filmu Mefisto w reżyserii Istvána Szabó. Szczególną uwagę zwraca na postać Hansa Miklasa – idealisty rozczarowanego nazizmem. „Bardzo bym chciał, żeby pojawił się u nas jeden sprawiedliwy, jak zawiedziony nazizmem Hans Miklas. Czy się doczekam? Bardzo niestety wątpię” – pisze Miśkiewicz.