Członkowie Ruchu Obrony Granic chcieli wczoraj ustawić krzyż przy głazie upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej w Berlinie. Wobec Polaków w szokujący sposób interweniowała jednak niemiecka policja, nie tylko uniemożliwiając postawienie krzyża, ale również naruszając nietykalność cielesną działaczy. Interwencja była na tyle brutalna, że kilku działaczy wymagało hospitalizacji.
Jak na takie potraktowanie polskich obywateli zareagował obóz władzy? Ze strony polityków koalicji Donalda Tuska wylała się fala nienawistnych komentarzy. Poseł Tomasz Trela pisał o „żałosnych kreaturach”, europoseł Kamila Gasiuk-Pihowicz apelowała do niemieckiej policji, by nie oddawała Polsce lidera ROG Roberta Bąkiewicza, a poseł Magdalena Filiks próbę upamiętnienia polskich ofiar określiła „pajacowaniem”.
Do krytyków wczorajszej inicjatywy ROG – co raczej nie dziwi – postanowił dołączyć Tomasz Terlikowski. Ten używa bardziej wyrafinowanej retoryki, sięgając po argumentację religijną i tradycyjnie używany przy każdej okazji „argument z Putina”.
- „Krzyż, zawsze warto to przypominać, nie jest plemiennym totem, pod którym niezmiennie przypominamy swoje krzywdy, ale znakiem pojednania i przebaczenia. Przebaczenie oznacza - w życiu prywatnym, ale też publicznym - że nie wykorzystujemy przeszłości (w tym realnych win) przeciwko drugiemu. Przebaczenie jest jednym z istotnych elementów Ewangelii. Kościoły chrześcijańskie Polski i Niemiec - właśnie pod znakiem krzyża - budowały pojednanie polsko-niemieckie, a teraz neo-pogańskie, totemiczne użycie krzyża przez aktywistów, czyni z niego znak sporu. To nie jest chrześcijańskie”
- orzeka publicysta.
- „Jako akcja promocyjna ROG - cała ta historia jest oczywiście zrozumiała, jako element budowania polityki historycznej i polityki bezpieczeństwa kompletnie pozbawiona sensu. Jak to w przypadku wielu histerycznych akcji części polskich środowisk określających się mianem patriotycznych, to działanie może cieszyć jedynie Putina. Im bardziej skłócona Polska z sąsiadami, tym dla niego lepiej”
- dodaje.
Przekonuje, że „to nie jest usprawiedliwianie zbrodni niemieckich w czasie II wojny światowej, to świadomość, że żyjemy w czasie III wojny światowej w kawałkach, a ta wymaga sojuszy”.
- „Samotni nie poradzimy sobie z zagrożeniem jakim jest dla świata putinizm”
- kończy swój wpis.
Krzyż jest też znakiem cierpienia, z którym utożsamiała się większość z 6 mln polskich ofiar II wojny światowej. To nie osoby chcące upamiętnić ofiary wystawiają sobie złe świadectwo, lecz sojusznik, który takie upamiętnienie uniemożliwia. Stan emocjonalny Putina nie ma tu wiele do rzeczy. To, czy dana inicjatywa może zostać propagandowo wykorzystana przez Rosję, nie powinno decydować o prawie do upamiętnienia polskich ofiar II wojny światowej. Działacze ROG deklarują, że właśnie taki był cel ich akcji (a nie „promocja”, co sugeruje Terlikowski, przypisując sobie – jak się wydaje – zdolność wglądu w ludzkie sumienia), a krzyż – jako symbol cierpienia i męczeństwa – jest naturalnym znakiem pamięci o ofiarach. Tak rozumiane upamiętnienie nie stoi w sprzeczności z chrześcijańskim pojednaniem.
