Przypomnijmy, że we wtorek działacze Ruchu Obrony Granic przybyli w okolice niemieckiego parlamentu, gdzie znajduje się głaz poświęcony polskim ofiarom wojny. Chcieli ustawić symboliczny krzyż i oddać hołd pomordowanym. Interwencja niemieckiej policji zakończyła się użyciem siły wobec zgromadzonych, a część uczestników trafiła do szpitala.
Teraz pojawiają się nowe szczegóły dotyczące samego przebiegu zdarzeń. Jak relacjonowali uczestnicy na antenie TV Republika, jeden z funkcjonariuszy miał powiedzieć wprost:
„Masz 5 minut. Żadnych przemówień, niczego. Składaj kwiaty i wynocha”.
Według ich relacji takie podejście miało obowiązywać od samego początku, a każda próba rozszerzenia formy upamiętnienia spotykała się z natychmiastową reakcją służb.
Działacze podkreślają, że nie tylko ograniczono czas, ale również wprowadzono zakazy dotyczące symboli. Nie wolno było wnieść krzyża, mieć polskiej flagi ani nosić kamizelek Ruchu Obrony Granic. W tle tych wydarzeń miały padać komendy „raus”, co – jak twierdzą uczestnicy – potęgowało napięcie i poczucie wrogości.
Co więcej, jak relacjonują, początkowo nie dopuszczono ich nawet bezpośrednio do głazu. Dopiero po negocjacjach pozwolono na krótką modlitwę w pobliżu skrzyżowania obok miejsca pamięci. Sytuacja zmieniła się gwałtownie po odśpiewaniu Roty, kiedy – według uczestników – cofnięto wcześniejsze ustalenia i doszło do siłowej interwencji.
