Przeprowadzona ponad 20 lat temu transakcja sprzedaży gdańskiej infrastruktury krytycznej spółce komunalnej z Lipska z każdym rokiem polepsza samopoczucie polityków nad Białą Elsterą. W raporcie rocznym Leipziger Stadtwerke jako jeden z celów strategicznych wymienia się utrzymanie i rozwój gdańskiego interesu, podkreślana jest jego stabilność i perspektywy rozwoju, zarówno na rynku sprzedaży i produkcji własnej ciepła z odpadów, jak i w branży budowlanej. Jako czynnik ryzyka wymienia się wahania kursowe, które wprost łączą się z transferem dywidendy.

Rok 2025 był pod tym względem niezwykle udany. Tylko w Gdańsku GPEC zaksięgował 109,4 mln zysku brutto, ponad 30 proc. więcej niż w 2024 i ponad 50 proc. więcej niż w 2023 roku. Zysk netto w minionych trzech sezonach wynosił odpowiednio 89,2 mln zł, 70,5 mln zł i 59,09 mln zł. Łącznie to prawie 219 mln zł. Po decyzji walnego zgromadzenia spółki 83 proc. ubiegłorocznego zysku może trafić bezpośrednio do budżetu holdingu komunalnego Lipska, drobne zaś na kapitał zapasowy. Z 600 mln zł, które GPEC zarobił w ostatniej dekadzie, ok. 500 mln zł to należna dywidenda dla koncernu LVV, reszta to okruchy dla budżetu „drogich Gdańszczan”, którzy kupują ciepło u niemieckiego dostawcy. Przesyłane jest rurami, które za kredyt z Banku Światowego wymienił w ub. stuleciu zarząd prezydenta Tomasza Posadzkiego.

Bezpośredni nadzór nad tak dochodową działalnością spółki zależnej w Gdańsku sprawuje rada nadzorcza, której przewodniczącym jest prezes Leipziger Stadtwerke, Karsten Rogall, a członkami menedżerowie z czołówki lipskiego holdingu, Maik Piehler i Volkmar Mueller. Rogall i Mueller zarabiają w niemieckim koncernie odpowiednio 341 i 316 tys. euro rocznie. Piehler, który zarządza lipską ciepłownią, blisko 270 tys. euro. Efektywność pracy zarządu Leipziger Stadtwerke - Rogall i Piehler ocenia rada nadzorcza, której pracami kieruje Clemens Schuelte (CDU), jeden z zastępców nadburmistrza, odpowiedzialny za gospodarkę, pracę i cyfryzację w Lipsku. Ma prawo do 1000 euro rocznej rekompensaty i 1875 euro diet za udział w posiedzeniach.

Rafał Mańkus, prezes spółki Arena Gdańsk, pensja miejska 269 tys.zł, delegowany przez prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz do rady nadzorczej GPEC, na szczodrość właścicieli komunalnej spółki kontrolowanej przez miasto Lipsk narzekać nie ma prawa. Jeśli w 2023 roku skwitował na koncie 141 760 złotych, rok pózniej 157 985 złotych, to za ub. rok spółka wypłaciła wiceprzewodniczącemu rady 180 556 złotych, czyli... 42 350 euro - to wzrost o 27 proc. w ciągu 2 lat, w Lipsku raczej nieobyczajny. Na zbliżonym poziomie kształtować się może wynagrodzenie roczne Iwony Bierut, drugiej przedstawicielki Gdańska w organie nadzoru, dyrektor wydziału w magistracie, która na tym stanowisku pozostaje od 2004 roku, a wcześniej przygotowywała gdańską spółkę do sprzedaży. Promotor tej sprzedaży, b. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wydelegował się natomiast własnym zarządzeniem do wykonywania tej bardzo dobrze płatnej funkcji. „Częściową prywatyzacją”, do której z mozołem przekonywał gdańskich radnych, objął więc własny portfel.

Stadtwerke Leipzig, właściciel gdańskiej złotej kurki, rocznie osiąga ok. 100 mln euro zysku brutto. Mniej więcej 10 proc. tej kwoty przynosi inwestycja w spółkę sprzedającą ciepło na gdańskim rynku komunalnym. Za jej przejęcie SWL zapłaciła 183 mln złotych. Fetor wokół tej transakcji rozwiał nadmorski wiatr zanim ktokolwiek z gdańskiej delegatury ABW zechciał uchwycić jego zmienne politycznie kierunki. Dziś niemiecki GPEC to grupa firm, m.in w Tczewie, Pelplinie, Starogardzie i Sopocie, której zysk netto, łącznie z rynkiem gdańskim, przekracza 120 mln zł. Są środki na to, by dwuosobowy zarząd mógł zarabiać europejską gażę, 1,7 mln zł to 400 tys. euro.

Z kodeksu dobrych praktyk, którym chwali się niemiecki holding komunalny wynika, że firma do realizacji swoich celów gospodarczych nie angażuje osób zaangażowanych czynnie w działalność publiczną. Nie wypłaca też dodatkowych wynagrodzeń swoim menedżerom za wykonywanie dodatkowych funkcji wynikających z ich zasadniczego zatrudnienia. Rygory te, jak łatwo zauważyć, nad Motławą, nowym terytorium gospodarczym spółki, nie są użyteczne. To rodzaj korozji o długofalowych skutkach społecznych...

Jest jak w reklamowym sloganie koncernu nadburmistrza Junga: każdego dnia w Gdańsku polepszamy jakość życia w Lipsku. Gdańskich liberałów zdekapitalizowali bez jednego wystrzału niemieccy socjaldemokraci...