W sprawie Komunii świętej i osób rozwiedzionych wypowiedział się arcybiskup Valladolid w Hiszpanii, Luis Argüello. Pasterz opublikował list z okazji Bożego Ciała, przypominając, że zgodnie z nauką Kościoła katolickiego do przyjęcia Komunii świętej konieczny jest stan łaski uświęcającej. Osoby, które naruszyły sakrament małżeństwa i żyją w powtórnym związku niesakramentalnym, nie mogą przyjmować Komunii świętej - tak długo, jak długo żyją w tej sytuacji. Arcybiskup zauważył, że są takie sytuacje w życiu, które po prostu wykluczają katolika od wspólnoty eucharystycznej - to nie tylko obiektywnie grzeszne relacje intymne, ale także głoszenie niekatolickich poglądów moralnych.
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma się czym ekscytować: w końcu to zupełnie normalne ujęcie sprawy, o którym Kościół uczy od dwóch tysięcy lat. Byłoby to prawdą, gdyby nie gruntowne zmiany, jakie zaczęto wprowadzać w niektórych krajach po II Soborze Watykańskim, a które usankcjonował papież Franciszek w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” z 2016 roku. Papież zaprezentował tam dość zaskakującą naukę o ludzkim sumieniu, przyznając mu nową, bardziej kreatywną rolę. W jednym z przypisów do własnego tekstu zasugerował, że niektórzy rozwodnicy w powtórnych związkach mogliby przystępować do Komunii świętej.
W późniejszych komentarzach wyraźnie podkreślił, że chodzi mu o sytuację, w której takie osoby żyją "more uxorio" - jak mąż z żoną, czyli nie zachowują wstrzemięźliwości. Nigdy wcześniej w Kościele katolickim nie dopuszczono aktów intymnych poza sakramentalnym małżeństwem, stąd decyzja Franciszka wywołała niezwykle ożywioną i gorącą dyskusję na całym świecie. W sprawie nie chodziło zresztą tylko o moralność seksualną. Kluczowa była wspomniana wcześniej nowa interpretacja roli ludzkiego sumienia, potencjalnie oddziałująca także na inne ważne kwestie moralne.
Wkrótce po ogłoszeniu „Amoris laetitia” nową praktykę sakramentalną odnośnie rozwiedzionych wprowadzono w wielu diecezjach w różnych krajach świata. Prym wiodły Niemcy, ale tuż za nimi szli niektórzy biskupi z krajów Ameryki Południowej, USA, Włoch, Filipin, Malty, Czech... Nowa praktyka zaczęła szerzyć się także w Polsce - są duchowni, którzy otwarcie promują "Franciszkowe" rozwiązanie, w pełni świadomi, że to zerwanie z wcześniejszą praktyką Kościoła katolickiego.
Papież Leon XIV jest świadomy napięć wokół adhortacji swojego poprzednika. Dlatego na październik tego roku zwołał do Rzymu ważne spotkanie. Pod jego przewodnictwem zbiorą się szefowie episkopatów z całego Kościoła powszechnego. Będą obradować na temat recepcji „Amoris laetitia”. Głos arcybiskupa Luisa Argüello należy odczytywać w kontekście tej dyskusji. Hiszpański hierarcha opowiedział się wprost za tradycyjnym podejściem do kwestii, przeciwko optyce wyrażonej przez Franciszka, a tak silnie fetowanej zwłaszcza w Kościele katolickim w Niemczech. Być może abp. Argüello ośmieli innych konserwatywnych hierarchów na całym świecie; albo też zdoła stworzyć wokół siebie wspólnotę idei, która na rzymskim spotkaniu będzie reprezentować określoną optykę, przeciwną środowisku progresywnemu.
Od tego zależy bardzo wiele, bo pozycja samego Leona XIV jest niejasna. Robert Prevost nigdy nie wypowiadał się o kluczowych wątkach „Amoris laetitia” – ani jako biskup, ani jako kardynał, ani jako następca św. Piotra. Nie wiadomo, co myśli. W deklaracji, w której zapowiedział rzymskie spotkanie, wychwalał adhortację Franciszka i przekonywał, że trzeba iść dalej w stronę, którą wyznaczył Jorge Mario Bergoglio. Można to jednak równie dobrze interpretować jako niewiele znaczącą dyplomację. Dlatego od siły środowisk konserwatywnych i progresywnych na spotkaniu w październiku tego roku zależy bardzo wiele. Ostatecznie znany austriacki filozof, Josef Seifert, bez cienia przesady stwierdził, że „Amoris laetitia” to bomba atomowa podłożona pod katolickim nauczaniem moralnym. Tak jest rzeczywiście. Niezależnie od tego, czy ocenia się ten dokument dobrze, czy źle, trzeba przyznać, że ma charakter głęboko rewolucyjny. Już za kilka miesięcy dowiemy się, czy rewolucja zostanie odrzucona – czy raczej ugruntowana.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
