„Jeżeli Kościół milczy, to de facto sam przykłada rękę do tego węzła gordyjskiego. Tu aż się prosi o to, żeby Kościół wskazał politykom drogę rozwiązania. Widać niestety, że ta choroba dotknęła nie tylko elity polityczne, ale także władze kościelne” – powiedział wiosną 2023 roku śp. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kiedy pytałem go o rolę Kościoła w upamiętnieniu ofiar ludobójstwa na Wołyniu i budowaniu opartych na prawdzie o tej zbrodni relacji z Ukrainą. Czy z choroby tej pasterzom Kościoła w Polsce udało się wyleczyć?
Po burzy, jaką wywołała decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu jednej z jednostek wojskowych imieniem „Bohaterów UPA”, aż prosiło się o zajęcie stanowiska przez polskich biskupów. Z pewnością zajęliby je natychmiast, gdyby nie o gloryfikację sprawców ludobójstwa na Polakach chodziło, a na przykład o relatywizowanie Holocaustu. W tym przypadku długo takiego stanowiska nie decydowali się zająć. Aż do ostatniego poniedziałku. Wówczas poznaliśmy treść wspólnego oświadczenia na temat napięć w polsko-ukraińskich relacjach, wydanego przez kardynałów z Polski i Ukrainy, którzy spotkali się w Rzymie przy okazji konsystorza. Nie na taki głos kościelnych przywódców liczyli jednak ci, którzy wcześniej o ten głos się upominali.
W całym oświadczeniu – poza przywołaniem cytatu ze św. Jana Pawła II – temat ludobójstwa na Wołyniu zasadniczo się nie pojawia. Nie ma ani słowa o problemie gloryfikacji jego sprawców przez władze Ukrainy. Autorzy nie przypomnieli, kim byli stawiani dziś przez obóz Zełenskiego na piedestale „bohaterzy”. Nie zdecydowali się wskazać na zagrożenie, jakim jest budowanie świadomości współczesnej Ukrainy na fundamencie nacjonalistycznej ideologii wyznawanej przez Stepana Banderę. Być może więc purpuraci zagrożenie widzą gdzie indziej.
Kardynałowie Ryś, Nycz, Krajewski, Byczok i abp Szewczuk przywołali fragment nauczania papieża Franciszka na temat „pamięci negatywnej”. „Pamięcią negatywną jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych” – czytamy. I dalej duchowni dodali od siebie: „narzucając innym partykularną wizję przeszłości i przyszłości, poddajemy się dominującej dziś kulturze przemocy i siły”. Więc to nie w gloryfikacji banderyzmu, a w jednoznacznym wobec niej sprzeciwie leży problem? To ci, którzy upominają się o godny pochówek pomordowanych stoją na drodze do pojednania? To w podnoszeniu tematu zbrodni wołyńskiej, a nie w upamiętnianiu jej sprawców autorzy oświadczenia widzą coś niewłaściwego? Jak inaczej odebrać ten akapit, jeżeli nie jako próbę zdyscyplinowania Polaków, którzy nie zgadzają się z polityką historyczną realizowaną przez rządzący w Kijowie obóz?
Siódmy uczynek miłosierdzia względem ciała wskazuje na obowiązek godnego grzebania ludzkich szczątków. „Wszystkim, którzy należą do Ludu Bożego, został powierzony przy obrzędach pogrzebowych jakiś obowiązek, względnie posługa wobec zmarłego. Niech o tym pamiętają: rodzice i krewni, ludzie zajmujący się pogrzebem, społeczność chrześcijańska, w końcu kapłan, który jako nauczyciel wiary i zwiastun pociechy przewodniczy obrzędom liturgicznym i sprawuje Ofiarę Eucharystyczną” – głosi Wprowadzenie do Obrzędów Pogrzebu. Czy polscy biskupi zapomnieli o tym obowiązku wobec ofiar Wołynia? By go spełnić, najpierw trzeba domagać się od ukraińskich władz zgody na ekshumację ich ciał.
„(…) przede wszystkim zginęli wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Zginęło bardzo wielu kapłanów. Około 160 ofiar to księża, siostry zakonne i klerycy. Do mordów bardzo często dochodziło w kościołach. Dochodziło do nich w czasie sprawowania Mszy świętych, w czasie nabożeństw wielkanocnych. Mordowano w czasie uroczystości Wielkiego Tygodnia. W Janowej Dolinie polscy katolicy byli mordowani w noc z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Oddziały UPA świadomie wybrały tę datę, aby zamordować jak najwięcej Polaków” – przypominał we wspomnianym wywiadzie ks. Isakowicz-Zaleski. Czy więc pierwszą rzeczą uczynioną przez polskich kardynałów przy okazji spotkania z ukraińskimi hierarchami nie powinno być upomnienie się o prawo do godnego pochowania tych katolików? W opublikowanym w poniedziałek oświadczeniu brak jakiegokolwiek śladu, który wskazywałby, że takie upomnienie się miało miejsce.
Nie do polskich biskupów oczywiście należy prowadzenie polityki wobec Ukrainy, choć rozmowy z przedstawicielami ukraińskich Kościołów mogą być w tym bardzo pożyteczne. Z pewnością jednak ich rolą jest upominanie się o pochówek zamordowanych katolików. Jeżeli nawet tego elementu zabrakło we wspólnym oświadczeniu, to po co było je w ogóle wydawać?
