Leon XIV napisał list do Bractwa, datowany na uroczystość świętych Piotra i Pawła. Wzywał do posłuszeństwa, jedności z Rzymem i groził karą ekskomuniki w przypadku wyświęcenia biskupów. Po kilku godzinach odpowiedział mu ks. Davide Pagliarani, przełożony generalny Bractwa. Wezwał Leona do tego, by uznał dobre intencje Bractwa i zaapelował, by nie decydował się ogłaszać ekskomuniki.
Oczywiście ani jedno ani drugie wystąpienie nie mogło niczego zmienić. Spór, który toczy się pomiędzy Bractwem a Stolicą Apostolską, nie dotyczy tak naprawdę konsekracji biskupich. To tylko konsekwencja o wiele poważniejszego sporu teologicznego.
Bractwo św. Piusa X uważa, że w tekstach II Soboru Watykańskiego są zawarte błędy. Negatywnie ocenia też zreformowaną liturgię: według Bractwa, choć zreformowana liturgia jest ważna, to jest niegodziwa i wewnętrznie zła. Bractwo domaga się, by Watykan uznał jego ocenę tych spraw za słuszną – albo by przynajmniej pozwolił Bractwu na jej głoszenie w ramach Kościoła. Dlatego wszelkie propozycje porozumienia z Watykanem, które mają za warunek akceptację całości nauczania II Soboru Watykańskiego i odmienną ocenę nowej liturgii, Bractwo kategorycznie odrzuca.
Tej sytuacji nie da się uzdrowić. Piszę to z bólem, bo mam świadomość trwałości podziałów, które powstały w Kościele katolickim. Święcenia biskupie z 1 lipca i związana z nimi kara ekskomuniki są tylko przypieczętowaniem tego podziału. Przyszłość relacji Bractwa i Watykanu rysuje się w czarnych barwach. II Sobór Watykański jest immanentną częścią dziedzictwa Kościoła naszych czasów. Papież Leon XIV dał temu jasny wyraz, wygłaszając cykl katechez o Vaticanum II. Uważa sobór za „gwiazdę polarną” Kościoła, a jego nauczanie za wielki dar Boży. Nie jest w tym odosobniony: przecież apologetami soboru byli także poprzedni papieże, od Pawła VI aż do Franciszka. Najmniejszym entuzjazmem wykazywał się Benedykt XVI, ale przecież i on uznawał całość soborowego nauczania. To samo dotyczy liturgii. Aprobata dla nowej Mszy świętej nie jest jakąś frywolną postawą Leona XIV – to kontynuacja tego, co głosili poprzedni następcy św. Piotra.
Fakty są następujące: papieże wraz kardynałami i biskupami z całego świata prowadzą Kościół katolicki w duchu Vaticanum II i z nową liturgią jako obowiązującym sposobem kultu. Bractwo te rzeczy odrzuca. Nie ma tu miejsca na pojednanie. Jak przypomniał ostatnio kardynał Gerhard Müller, polski kardynał Hozjusz na Soborze Trydenckim mówił: nikt nie jest katolikiem, kto by różnił się od wiary Rzymu. Bractwo Kapłańskie św. Piusa X uważa, że wyznaje prawdziwą rzymską wiarę. Jednak jedynym arbitrem jest papież, a on uważa inaczej – tak jak poprzednicy. Istnieje zatem poważna i pogłębiająca się różnica doktrynalna pomiędzy Stolicą Apostolską a Bractwem. W pewnym sensie, można mówić o dwóch modelach wiary.
Nie znam przyszłości i mam nadzieję na jedność. Patrząc jednak trzeźwo należy sądzić, że drogi Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i Stolicy Apostolskiej – a co za tym idzie, ponad miliarda katolików na całym świecie – po prostu trwale się rozejdą. Nie oceniając osobistej odpowiedzialności ani intencji Bractwa, można skonstatować, że środowisko to znajdzie się prawdopodobnie w sytuacji analogicznej do starokatolików. Przekonane o tym, że jako jedyne broni autentycznej wiary katolickiej, którą Rzym odrzucił – będzie trwać we wierze „rzymskiej”, której Rzym wcale nie wyznaje.
Cuda się zdarzają, ale z drugiej strony – historia lubi się powtarzać, także w Kościele katolickim. Życzę Bractwu jak najlepiej i byłbym bardzo zadowolony, gdyby udało się znaleźć jakieś rozwiązanie. Spodziewam się jednak, że go nie będzie. Każdy tradycyjny katolik będzie musiał po prostu zdecydować, czy idzie z Bractwem – czy z Rzymem. Razem się już po prostu nie da, przynajmniej w praktyce – bo teorię o autentycznej rzymskości Bractwa w kontrze do nierzymskiego Rzymu trzeba pozostawić osądowi historii.
