„Decyzja zapadła. Ustawa została przyjęta w całości” – ogłosił przewodniczący parlamentu Rusłan Stefanczuk. Przed głosowaniem przekonywał, że Rada Najwyższa może podjąć „historyczną decyzję”, tworząc podstawy prawne dla miejsca, które nazwał „pępkiem ukraińskiej państwowości”.

Problem w tym, że wokół Panteonu od początku unosi się cień Stepana Bandery i UPA. W niedzielę, podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy, Zełenski mówił: „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować”. Dodał, że nazwiska tych, którzy „w różnych epokach i stuleciach walczyli o Ukrainę”, mają zostać zapisane „z najwyższym szacunkiem”.

Dla Polski takie słowa nie są neutralne. Brzmią jak odpowiedź na spór o UPA, ludobójstwo wołyńskie i wcześniejsze decyzje Kijowa dotyczące honorowania formacji odpowiedzialnych za mordy na Polakach. Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że Zbrodnia Wołyńska była antypolską czystką etniczną o charakterze ludobójstwa, prowadzoną przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945.

Obawy Warszawy wzmacniają wypowiedzi ukraińskich polityków. Mykyta Poturajew, deputowany proprezydenckiej partii Sługa Narodu i jeden z inicjatorów projektu, przyznał w rozmowie z PAP, że nie ma jeszcze listy osób, które mogą trafić do Panteonu, ale nie wykluczył obecności Bandery. „Bandera, jako osoba, która ogłaszała w 1941 roku państwo ukraińskie i przez całe życie dążyła do uzyskania ukraińskiej niepodległości, bez wątpienia może być w panteonie” – powiedział.

To właśnie tutaj kończy się prawo Ukrainy do własnej pamięci, a zaczyna polityczna prowokacja wobec sąsiada, który od początku rosyjskiej inwazji pomagał jej militarnie, humanitarnie i logistycznie. Państwo ukraińskie może budować własne miejsca pamięci, ale nie powinno robić bohaterów z ludzi i środowisk obciążonych odpowiedzialnością za zbrodnie na ludności cywilnej. Gloryfikacja UPA lub Bandery nie jest sprawą wyłącznie wewnętrzną, gdy dotyka pamięci tysięcy polskich rodzin.

Decyzja Zełenskiego posiada też bardzo wyraźny wymiar polityczny. W czasie, gdy Ukrainą wstrząsają kolejne afery korupcyjne, w tym sprawy dotyczące sektora energetycznego i osób z kręgów władzy, prezydent sięga po temat historyczny, który mobilizuje emocje i odwraca uwagę od kłopotów własnego obozu. To mechanizm znany w polityce: gdy rośnie presja na rządzących, łatwo podgrzać emocje i rozpalić spór o symbole, pamięć i narodową dumę.