Zanim na tronie św. Piotra zasiadł papież Franciszek, Vincenzo Paglia był biskupem włoskiej diecezji Terni-Narni-Amelia na północ od Rzymu. Jego posługa zakończyła się sporym skandalem. W prezbiterium katedry w Terni wykonano fresk przedstawiający Pana Jezusa. Niósł do nieba grzeszników w sieciach – niby rybackich, ale stylizowanych zarazem na torby z supermarketu (artysta wprost się do tego przyznał). Najciekawsza była jednak zawartość tych toreb. Grzesznicy byli półnadzy i często się obściskiwali. Płeć nie odgrywała roli. Co więcej, jeden z grzeszników miał twarz biskupa Vincenza. Akurat ta postać obejmowała się z drugim mężczyzną…
Złośliwy mógłby stwierdzić, że ten fresk idealnie obrazuje podejście teologiczne biskupa: sodomici mogą robić, co chcą, bo i tak pójdą do nieba – seksualność nie ma większego znaczenia!
W 2016 roku Vincenzo Paglia otrzymał od Franciszka ważną misję: przebudować dwie kluczowe instytucje, które zajmują się moralnością seksualną. W ten sposób pod jego nadzór trafiły Papieska Akademia Życia oraz Instytut Jana Pawła II. Paglia wziął się do pracy i dopiął swego. Wymienił kadry, zmienił priorytety… Ostatnio o swoim dziele opowiadał w rozmowie z włoskim portalem „Settimana News”. To naprawdę mocny wywiad, bardzo szczery. Faworyt Franciszka wprost przyznaje, że jego strategicznym celem było odejście od tradycyjnej koncepcji ludzkiej natury. Kościół uczy, że człowiek ma naturę daną przez Boga. Taki pogląd można określić jako esencjalizm antropologiczny – jest w człowieku jakaś niezmienna istota, która pozostaje taka sama niezależnie od okoliczności, czasów, kultury. Z tego wynika, że niektóre rzeczy mogą być zawsze złe – na przykład sodomia. Aktu sodomskiego dokonuje się contra naturam – jest niezgodny z naturą, a zatem nie da się go usprawiedliwić. Można mówić o okolicznościach łagodzących winę sodomity, ale nie da się uznać samego aktu za dopuszczalny moralnie. To samo dotyczy wielu innych czynów, choćby aborcji: zabicie niewinnego dziecka poczętego jest zawsze złe.
We wspomnianym wywiadzie Paglia powiedział jednak, że dążył do przezwyciężenia esencjalizmu, który uznał za „ahistoryczny”. Zamiast tego promował „historyczną” koncepcję ludzkiej natury: historyczną w tym sensie, że natura miałaby być zależna od okoliczności. Innymi słowy, nie została raz dana, w sumie – wcale jej nie ma; człowiek jest raczej wypadkową swoich czasów – a co za tym idzie, taką wypadkową jest też moralność. W ten sposób, jak łatwo zrozumieć, otwiera się szeroka droga do moralnej akceptacji sodomii, antykoncepcji albo innego zła.
Paglia oczywiście sam tego nie wymyślił. Po pierwsze, realizował po prostu idee, które papież Franciszek wyraził w adhortacji „Amoris laetitia” z 2016 roku. W tym dokumencie czytamy, że niekiedy Bóg może oczekiwać od człowieka, by żył w stanie obiektywnego grzechu – bo pełny ideał miałby być dla niego nieosiągalny. W tej sytuacji grzech nie byłby już grzechem, tylko tym, co w danej sytuacji konieczne. Po drugie, „Amoris laetitia” jest ściśle zakorzeniona w niemieckiej teologii XX wieku, która buduje z kolei na nieco wcześniejszej filozofii idealistycznej.
W ten sposób Paglia zrealizował po prostu wielkie zadanie filozoficznej „germanizacji” Papieskiej Akademii Życia oraz Instytutu Jana Pawła II. Jak twierdzi, udało mu się. Paglia nie może oczywiście wiedzieć, co zrobi z jego dziedzictwem papież Leon XIV. W ubiegłym roku włoski arcybiskup przeszedł na emeryturę. Póki co zmian nie widać, papież pozostawił status quo. Wiele może wyjaśnić się jesienią tego roku. Wówczas Leon zbierze w Rzymie przewodniczących episkopatów z całego świata, by przedyskutować adhortację „Amoris laetitia”. W końcu w tym roku minęło 10 lat od jej publikacji – a to bez wątpienia najbardziej kontrowersyjny dokument kościelny naszych czasów.
Laksystyczna moralność pagliańska nie jest póki co obowiązkowa w Kościele. Można założyć, że dzięki asystencji Ducha Świętego nigdy się taka nie stanie. Nie zabraknie jednak takich, którzy chętnie wejdą do sklepowej torby, którą niesie Chrystus z prezbiterium w Terni. Nie jestem tylko pewien, czy na skutek oddziaływania grawitacji z tych toreb jednak nie powypadają.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
