Unia Europejska a ochrona zdrowia publicznego
Spór dotyczy poselskich projektów zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Krytycy nowych regulacji twierdzą, że część proponowanych rozwiązań może być sprzeczna z prawem UE, zwłaszcza w zakresie sprzedaży i oznaczania napojów bezalkoholowych przypominających alkohol. Dr Woźniak-Cichuta ocenia jednak, że taka argumentacja pomija kluczowe znaczenie ochrony zdrowia publicznego w unijnym porządku prawnym.
Ekspertka podkreśla, że art. 36 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej dopuszcza krajowe ograniczenia swobodnego przepływu towarów, jeżeli są one uzasadnione ochroną zdrowia i życia ludzi. W jej ocenie nie można więc twierdzić, że przepisy rynku wewnętrznego automatycznie wykluczają możliwość ograniczenia reklamy lub sprzedaży produktów, które mogą służyć promocji alkoholu.
W analizie przywołano także orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE. Chodzi m.in. o sprawy Scotch Whisky Association oraz Gourmet International, w których Trybunał dopuszczał krajowe ograniczenia dotyczące alkoholu, pod warunkiem że są one uzasadnione, proporcjonalne i służą ochronie zdrowia publicznego. Zdaniem ekspertki orzeczenia te pokazują, że państwa członkowskie mają prawo reagować na zjawiska rynkowe sprzyjające wzrostowi konsumpcji alkoholu.
Mechanizm pośredniego promowania marek alkoholowych
Jednym z głównych problemów, na które zwraca uwagę specjalistka, jest tzw. alibi marketing. Polega on na wykorzystywaniu produktów oznaczonych jako 0,0 proc. do pośredniego promowania marek alkoholowych. W praktyce konsument widzi podobną nazwę, opakowanie, kolorystykę i identyfikację wizualną, choć formalnie reklama dotyczy produktu bezalkoholowego. Według zwolenników zmian taki mechanizm może obchodzić obowiązujące ograniczenia reklamy alkoholu.
Dr Woźniak-Cichuta zaznacza, że projektowane przepisy nie powinny być odczytywane jako próba delegalizacji napojów bezalkoholowych. Ich celem ma być przede wszystkim ograniczenie sytuacji, w której produkt 0,0 proc. staje się nośnikiem reklamy marki alkoholowej. Jak wskazuje, „twierdzenie, że unijne prawo daje wolną rękę w promowaniu alkoholu, to mit oparty na nadinterpretacji przepisów".
Ekspertka odnosi się również do zarzutów dotyczących handlu internetowego. Jej zdaniem powoływanie się na wyrok TSUE w sprawie Google Ireland nie przesądza o niedopuszczalności polskich regulacji, ponieważ sprawa ta dotyczyła obowiązków nakładanych na platformy cyfrowe, a nie ograniczeń marketingu produktów uznawanych za szkodliwe dla zdrowia publicznego.
Unijne weto to mit
Dr Woźniak-Cichuta nie ukrywa jednak, że projekty wymagają dopracowania. Wskazuje zwłaszcza na potrzebę lepszego uzasadnienia proponowanych rozwiązań oraz przeprowadzenia testu proporcjonalności. Oznacza to konieczność wykazania, że planowane ograniczenia są odpowiednie, konieczne i nie idą dalej, niż wymaga tego ochrona zdrowia publicznego.
W ocenie specjalistki problem nie polega więc na tym, czy Polska może ograniczać reklamę alkoholu i produktów wykorzystywanych do jej omijania. Kluczowe pytanie brzmi raczej, jak takie rozwiązania precyzyjnie zapisać i uzasadnić, aby były odporne na zarzuty naruszenia prawa unijnego.
