W 29. minucie Kaishū Sano przeprowadził odważną akcję i dał Japonii sensacyjne prowadzenie. FOX Sports opisał jego trafienie jako uderzenie, które „dało Japonii prowadzenie 1:0 przeciwko Brazylii”. To był zimny prysznic dla pięciokrotnych mistrzów świata, którzy od początku mieli częściej piłkę, ale długo nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze ustawioną defensywę rywali.
Japonia, prowadzona przez Hajime Moriyasu, wyszła na mecz z pięcioosobową linią obrony. Reuters zwracał uwagę, że był to świadomy wybór taktyczny przeciwko drużynie Carlo Ancelottiego. Brazylia zagrała natomiast bez zmian w porównaniu ze spotkaniem ze Szkocją, wygranym 3:0.
Po przerwie Canarinhos ruszyli mocniej. W 55. minucie do wyrównania doprowadził Casemiro, który wykorzystał dośrodkowanie Gabriela Magalhãesa i strzałem głową przywrócił Brazylię do gry, Japonia długo skutecznie odpierała ataki faworyta.
Mecz miał także dodatkowy kontekst. Japonia kilka miesięcy wcześniej pokonała Brazylię 3:2 w meczu towarzyskim, co tylko zwiększało napięcie przed mundialowym starciem. Dla Brazylii był to więc nie tylko pojedynek o awans, ale także okazja do rewanżu. Dla Japonii – szansa na potwierdzenie, że azjatycki futbol coraz śmielej rzuca wyzwanie największym potęgom.
Na boisku było widać zderzenie dwóch piłkarskich światów: brazylijskiej techniki, indywidualnych popisów Viníciusa Júniora i doświadczenia Casemiro z japońską dyscypliną, szybkością oraz odwagą w kontratakach. Mundial rzeczywiście powiedział „sprawdzam” – i pokazał, że różnica między dawnym nauczycielem a uczniem jest dziś znacznie mniejsza niż sugerowałaby historia.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Brazylii.
