Hiszpania jest jednym z najbardziej zrewolucjonizowanych krajów świata i Europy. Aborcja, eutanazja, homomałżeństwa, genderyzm, egalitaryzm, sekularyzm… (Neo)komunistyczne rządy w Madrycie na przestrzeni ostatnich dekad zrealizowały naprawdę wiele z czołowych postulatów swojej agendy. Efekty są oczywiste – w złym stanie jest nie tylko hiszpańska gospodarka, ale przede wszystkim społeczeństwo. Hiszpania jest w czołówce niechlubnego wyścigu o najszybciej wymierający kraj globu – Polski wprawdzie pod tym względem nie wyprzedza, ale niewiele jej brakuje.

Wydawałoby się, że w takim kraju papież będzie mieć naprawdę dużo roboty: jest o czym mówić.

Leon XIV rzeczywiście mówi – i to dużo, bo wiele jego wystąpień jest bardzo długich. W jego wypowiedziach można znaleźć zresztą całkiem sporo trafnych uwag. Na przykład w kwestii poszanowania życia ludzkiego: papież wprost skrytykował aborcję i eutanazję.

W poniedziałek wystąpił przed hiszpańskim parlamentem. Ochronie życia poświęcił sporą część przemówienia.

Stwierdził na przykład: „Czy można nazwać w pełni sprawiedliwą wspólnotę, która pozostawia w cieniu dziecko jeszcze nienarodzone, osobę starszą, chorego, cierpiącego w milczeniu lub człowieka całkowicie zależnego od opieki innych? Obrona życia ludzkiego nie jest kwestią poboczną ani interesem wyznaniowym; jest celem cywilizacji. Każde życie ludzkie powinno być szanowane i chronione od poczęcia aż do naturalnej śmierci, w każdej sytuacji swojej egzystencji. Gdy pewność ta zostaje zachwiana, najbardziej narażeni na zranienie stają się pierwszymi ofiarami, a prawo traci swoje najgłębsze znaczenie: służbę każdej osobie i jej ochronę”.

W gruncie rzeczy, Leon XIV określił Hiszpanię jako:

- niesprawiedliwe społeczeństwo;

- lekceważącą życie ludzkie i ludzkie cierpienie;

- niweczącą główny cel ludzkiej cywilizacji;

- zbrodniczą, bo jej polityka prowadzi do ofiar w ludziach.

Problem tylko w tym, że choć sama treść papieskiego wystąpienia była mocna i konkretna, to sposób, w jaki ją wypowiedział: już nie. Innymi słowy, można było słuchać istotowo kategorycznego wystąpienia Leona XIV – i wzruszyć ramionami.

W epoce mediów społecznościowych potrzebne są wyraziste sformułowania. Nic innego nie przebije się przez twardą skorupę zobojętnienia, które wywołuje głębokie przebodźcowanie komunikatami cyfrowymi. Tymczasem papież mówi niby ostro, ale zarazem tak poprawnie politycznie, że w sumie nie może to przynieść żadnego efektu. Być może katolicka prasa zrobi z jego wystąpień jakieś bardziej mięsiste newsy, ale media świeckie – już nie. Żaden liberalny dziennikarz nie będzie mieć problemu, żeby omówić papieskie wystąpienie w sposób, który odbierze mu wszelki krytyczny pazur.

Jeżeli przyjrzeć się innym wystąpieniom Leona XIV w Hiszpanii, są podobne. Trafne treści, ale podane w śmiertelnie nudny sposób. Co więcej – nie widać tu żadnej naprawdę wyrazistej myśli przewodniej. Owszem, Leitmotiv papieskich przemówień jest łatwy do wyśledzenia – to społeczna zgoda, porozumienie ponad podziałami. Problem w tym, że tego rodzaju Leitmotiv jest kompletnie bezpłciowy – nie ma potencjału konfrontacji z patologiami współczesności. Przypomina się od razu Benedykt XVI, który, gdziekolwiek się pojawił, zawsze polaryzował. Może wynikało to z jego precyzyjnego, akademickiego języka, który często raził prawdą po oczach. Nawet Franciszek potrafił być bardziej zdecydowany: kiedy wybrał się w 2024 roku do Belgii, powiedział, że aborcja jest zbrodnicza, a lekarze zabijający dzieci to zabójcy. Belgowie byli oburzeni! Pewnie, że w większości zlekceważyli słowa papieża; ale musieli się do nich przynajmniej ustosunkować. W tej kwestii Franciszek powiedział im prawdę tak, że nie dało się zachować milczenia.

Sądzę, że po wizycie Leona XIV w Hiszpanii będzie zupełnie inaczej. Poprawna, elegancka, w jakimś sensie nawet przyjemna: ale nie rzucająca nikomu wyzwania. Być może papieska strategia jest tak neutralna i politpoprawna z jakiegoś wyższego powodu, którego nie widać. Czekam zatem na efekty. Jeżeli się pojawią, będę pozytywnie zaskoczony.