Polakom nigdy się to nie podobało. Droga Synodalna, czyli reformistyczny proces rozpoczęty tam w 2019 roku, wzbudzała u nas spore zainteresowanie. Ważną rolę odegrał w tej kwestii były metropolita Poznania, abp Stanisław Gądecki. W lutym 2022 roku jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski napisał list do szefa Episkopatu Niemiec, bp. Georga Bätzinga z diecezji limburskiej. Ostro skrytykował tam niemiecką Drogę Synodalną. Przypomniał, że w przeszłości chrześcijanie ulegali niekiedy wiodącym ideologiom danego czasu, ale nie kończyło się to dla nich nigdy dobrze. List arcybiskupa Gądeckiego znalazł duży oddźwięk w Kościele powszechnym: wobec Drogi Synodalnej zainterweniowali też biskupi ze Stanów Zjednoczonych i Afryki oraz biskupi Skandynawii. Niemcy przyjęli krytykę do wiadomości, ale nie zmienili kursu ani na krok. Byli pewni swego: papież Franciszek rozciągał nad nimi parasol ochronny. Nawet jeżeli czasami ich krytykował, to nie pozwalał na żadną realną krzywdę.
Wiele wskazuje na to, że dziś w Polsce niemiecka Droga Synodalna… już nikogo nie obchodzi. Arcybiskup Gądecki nie rządzi w Poznaniu, szefem Episkopatu jest metropolita Gdańska abp Tadeusz Wojda, większą rolę odgrywa w Polsce kardynał Grzegorz Ryś, arcybiskup Krakowa. Troska o ortodoksję w Europie wydaje się ustępować skupieniu na innych problemach.
Skąd ta teza? Na ostatnim posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski byli goście z innych krajów, a wśród nich jeden biskup z Niemiec. To Wolfgang Ipolt, ordynariusz diecezji niemieckiego Zgorzelca (Görlitz). Biskup Ipolt udzielił krótkiego wywiadu niemieckim mediom, mówiąc o swoich wrażeniach z pobytu w Polsce. Dziennikarz chciał wiedzieć, czy Polacy pytali go o przebieg Drogi Synodalnej. „To w ogóle nie był temat rozmów” – odparł biskup i wyjaśnił, że z nikim o tym nie rozmawiał. Jak przekonywał, relacje pomiędzy Kościołem w Niemczech i w Polsce uległy ostatnio „normalizacji”, bo są już nowi szefowie episkopatów (w Niemczech to od tego roku Heiner Wilmer z Hildesheim) i pojawiło się też grono nowych, młodszych biskupów.
Wydawałoby się, że można się cieszyć: wreszcie koniec wrogości! Tylko… czy w Niemczech cokolwiek zmieniło się na lepsze? Czy katolicyzm za Odrą stał się bardziej ortodoksyjny? Albo projekt Drogi Synodalnej został odłożony na półkę?
Nie, nie i nie. Krajobraz katolicyzmu u naszych zachodnich sąsiadów jest niezmieniony. Powstał tam i funkcjonuje zupełnie szczególny model wiary, który pod wieloma względami jest głęboko odrębny od tego, jak rozumie się wiarę w Polsce. Fakt, że biskupa Ipolta nikt o to nie pytał, a relacje pomiędzy hierarchami z obu krajów uległy normalizacji, zdaje się świadczyć zatem tylko o jednym: Polacy przyzwyczaili się do niemieckiej Drogi Synodalnej i po prostu przestali się nią przejmować. Przyzwyczajenie i normalizacja jest tymczasem pierwszym krokiem do tego, żeby… zacząć korzystać ze wzorców, które są tam wypracowane.
Na przykład w istotnych kwestiach moralnych, jak Komunia święta dla rozwodników. Dlaczego mielibyśmy trzymać się surowych przepisów Kościoła, który broni sakramentalnego małżeństwa, skoro można pójść na łatwiznę i zgodzić się na to, by rozwodnicy funkcjonowali w parafiach zupełnie normalnie, mając łatwy dostęp do sakramentów? Albo w przypadku protestantów… Po co ta ostrość i separacja, czy nie lepiej byłoby skorzystać z niemieckich doświadczeń i zgodzić się na to, by w ramach wspólnych nabożeństw ekumenicznych każdy przystępował do Eucharystii?
Brzmi to niewiarygodnie? Cóż, gwarantuję Państwu, że nie brakuje w Polsce księży czy świeckich teologów, którzy tylko czekają na zielone światło od swoich biskupów. Normalizacja niemieckiej Drogi Synodalnej znacząco ułatwia udzielanie tego światła – albo działanie tak, jakby zostało udzielone.
W końcu kogo obchodzi ortodoksja? Ważne, żeby były dobre relacje…
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
