O kolejne zamykane oddziały położnicze na antenie TVN24 w piątek pytany był premier Donald Tusk.

- „Ma pan zamiar zachęcać młode kobiety, aby rodziły w karetkach, bo za czasów pana rządów zlikwidowano ok. 30 porodówek i niektóre kobiety mają ponad 100 km, żeby dojechać i urodzić dziecko?”

- zapytała działaczka Młodych Razem Maria Wydra.

W odpowiedzi szef rządu przekonywał, że… problemu nie ma.

- „Nie mamy w Polsce problemu z dostępem do porodówek. W tej chwili mamy najgęstszą sieć porodówek w Europie”

- mówił.

W reakcji a te słowa jego rozmówczyni przywołała przykład porodówki w Lesku.

- „Nie, nie jest zamknięta”

- stwierdził Donald Tusk.

Problem w tym, że minął się z prawdą. Ostatnia w Bieszczadach porodówka nie działa od stycznia.

Dziś w programie „Śniadanie Rymanowskiego” na antenie Polsat News wystąpił europoseł Bartosz Arłukowicz. Odnosząc się wczoraj do zapowiedzi tego wywiadu, były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński opublikował w mediach społecznościowych garść faktów na temat oddziałów położniczych w Polsce.

- „Jutro będziecie oglądać popisy kolegi Bartka Arłukowicza. On szybko mówi, więc warto mieć pod ręką garść faktów. A fakty są takie, że za zgodą wojewodów z rządu Donalda Tuska od lipca 2025 zamknięto lub zawieszono oddziały położnicze/neonatologiczne w 39 szpitalach (25 zamkniętych na stałe, 14 zawieszonych)”

- napisał.

Polityk opublikował listę zamkniętych szpitali.

- „Oczywiście to prawda, że oddziały zamykano także za poprzednich rządów. Ale to Izabela Leszczyna oficjalnie opublikowała listę porodówek do zamknięcia, a jej następczyni ustami zastępcy zapowiedziała, że zamknie oddziały, na których rodzi się mniej niż 2 dzieci dziennie. Kiedy takie systemowe cięcia proponował minister Niedzielski zostało to zablokowane. I to jest ta różnica”

- podkreślił.