Do tragedii doszło w niedzielę około godziny 18:00 na trasie DK7. W zdarzeniu uczestniczyło kilka pojazdów. Na miejscu zginęły dwie osoby – 19-letnia kobieta oraz 15-letni chłopak. Trzecia ofiara, kierowca Toyoty, została przetransportowana do szpitala w stanie ciężkim, jednak mimo wysiłków lekarzy nie udało się jej uratować.

Według ustaleń śledczych, kluczową rolę w zdarzeniu odegrało Audi, które miało poruszać się z dużą prędkością w kierunku Warszawy. Samochód „jechał slalomem, wyprzedzając inne pojazdy”, a następnie na wiadukcie zahaczył o Toyotę. Ta wypadła z toru jazdy, przebiła bariery i dachowała, uderzając w kolejne auta.

Kierowca Audi, 44-letni Patryk R., oraz jego pasażer, 33-letni Piotr B., oddalili się z miejsca wypadku. Policja zatrzymała ich dopiero po kilku godzinach. Badanie wykazało obecność alkoholu – około 0,5 promila. Śledczy ustalili również, że kilka godzin przed zdarzeniem mężczyźni spożywali alkohol.

Sprawa budzi szczególne oburzenie ze względu na przeszłość kierowcy. Mężczyzna miał dwa aktywne zakazy prowadzenia pojazdów, w tym jeden wydany zaledwie dwa miesiące wcześniej. Prokuratura postawiła mu zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku pod wpływem alkoholu, ucieczki z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenia pomocy. Grozi mu wieloletnie więzienie. Jego pasażer odpowie za nieudzielenie pomocy poszkodowanym.

Śledztwo w sprawie tragedii trwa, a mieszkańcy regionu nie kryją wstrząsu. Kolejne fakty pokazują, jak dramatyczne konsekwencje może mieć lekkomyślność na drodze.