Kontakty władz niemieckich i izraelskich mają miejsce regularnie i zdają się być rutynowe. I tak, na początku tego tygodnia miała miejsce rozmowa telefoniczna między kanclerzem Friedrichem Merzem, a premierem Izraela Beniaminem Netanjahu.

Po rozmowie na koniec Merza na platformie X znalazł się wpis, który zakończony został zdaniem: „Jasno dałem do zrozumienia: nie może być de facto aneksji Zachodniego Brzegu”. Nie jest to zresztą w żadnym wypadku nowe stanowisko Niemiec, ponieważ tamtejsze władze wielokrotnie podkreślały, że nie będą akceptować aneksji Zachodniego Brzegu ani żadnych jednostronnych działań Izraela.

To zdanie otworzyło jednak puszkę Pandory i wywołało ostrą reakcję żydowskich fundamentalistów tworzących rząd wspólnie z Netanjahu.

Merza ostro zaatakował chyba największy – obok Itamara Ben Gvira – fundamentalista żydowski w rządzie Netanjahu, czyli minister finansów Becalel Smotricz.

„Panie kanclerzu, czasy, w których Niemcy mówiły Żydom, gdzie mogą mieszkać, a gdzie nie, już minęły i nie wrócą. Nie zmuszą nas ponownie do życia w gettach, tym bardziej w naszym własnym kraju” – oświadczył Smotricz.

Jest to polityk znany ze skrajnie prawicowych i ekstremistycznych poglądów. Wyrażane wielokrotnie przez Smotricza opinie spowodowały, że jego wejściu do rządu mocno sprzeciwiały się Stany Zjednoczone, jeszcze za rządów Joe Bidena, podkreślając że wejście tego polityka do rządu może bardzo negatywnie wpłynąć na stosunku izraelsko-amerykańskie.