Rozmówca Onetu z otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego twierdzi, że Warszawa kilkakrotnie otrzymywała ostrzeżenia od USA. Podobne sygnały mieli przekazywać także przedstawiciele polskiego resortu obrony oraz dyplomaci. Źródło „The Telegraph” z jednego z państw bałtyckich potwierdziło, że scenariusze prowokacji są analizowane w Moskwie.
Według źródeł polskich służb specjalnych Rosja mogłaby użyć dronów przeciwko obiektom infrastruktury krytycznej, np. elektrowniom albo przeprowadzić imitację ataku lotniczego w celu sprawdzenia i aktywowania systemów obrony przeciwlotniczej. Jeden z rozmówców Onetu nie wykluczył też bardziej niebezpiecznego wariantu: „W najbardziej skrajnym scenariuszu możliwy jest atak hybrydowy w regionie przygranicznym”.
Taki incydent mógłby zostać przedstawiony przez Kreml jako „przypadkowe” przekroczenie granicy, awaria nawigacji śmigłowca, akcja ratunkowa albo lokalna pomyłka wojskowa. W rzeczywistości byłaby to operacja obliczona na chaos informacyjny i polityczną presję. Moskwa mogłaby liczyć, że Zachód, obawiając się eskalacji, będzie naciskał na Warszawę, by nie odpowiadała militarnie, lecz rozpoczęła negocjacje.
W takim scenariuszu Rosja mogłaby ogłosić sukces nawet po wycofaniu swoich sił. Jeżeli polskie terytorium zostałoby naruszone, a potem „oddane” w wyniku rozmów, Kreml próbowałby przedstawić to jako dowód, że NATO boi się konfrontacji. Według „The Telegraph” jednym z rosyjskich żądań mogłoby być ograniczenie lub zakończenie wsparcia dla Ukrainy.
Premier Donald Tusk przyznał, że zagrożenie jest traktowane poważnie. „Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące mogą być krytyczne, szczególnie w państwach nadbałtyckich te obawy są odczuwalne” – powiedział, komentując doniesienia o możliwej rosyjskiej prowokacji. Kilka dni wcześniej mówił także, że „sytuacja jest skrajnie niestabilna i w najbliższych tygodniach i miesiącach można spodziewać się różnych form eskalacji”.
Podobne ostrzeżenia płynęły wcześniej z Łotwy. Tamtejszy wywiad wskazywał, że Rosja może przygotowywać prowokacje wojskowe wymierzone w państwa bałtyckie lub Polskę. „The Guardian” informował, że źródła wywiadowcze dwóch państw NATO widzą ryzyko działań, które nie musiałyby oznaczać pełnoskalowego ataku, ale miałyby przetestować jedność Sojuszu.
Polskie służby ostrzegają także przed rosyjskimi operacjami sabotażowymi i informacyjnymi. Reuters podał, że Rosja może próbować wykorzystywać napięcia między Polakami i Ukraińcami, aby podsycać konflikty społeczne, organizować prowokacje i wzmacniać antyukraińskie emocje. To element tej samej strategii: uderzać nie tylko rakietą lub dronem, ale także dezinformacją, strachem i podziałami.
Według autora Onetu Witolda Jurasza Polska może być dla Rosji szczególnie atrakcyjnym celem, ponieważ Kreml liczy na prorosyjskie środowiska, które w chwili kryzysu będą przekonywać, że nie należy „dać się wciągnąć w wojnę” i nie wolno odpowiadać siłą. To klasyczna pułapka wojny hybrydowej: agresor narusza granicę, a potem oskarża ofiarę o eskalację.
NATO ma jednak przygotowywać się także na twardsze warianty reakcji. Według „The Telegraph” w razie rosyjskiej prowokacji Sojusz mógłby rozważać uderzenia na cele w obwodzie królewieckim. Przedstawiciel polskiego resortu obrony miał z kolei podkreślić w rozmowie z Onetem, że Polska przeprowadziła ćwiczenia mające ostrzec Moskwę przed druzgocącą odpowiedzią NATO.
