Na liście potencjalnych celów mieli znajdować się minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi oraz przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf. Amerykanie uznawali ich za polityków bardziej pragmatycznych, z którymi rozmowy miały największą szansę powodzenia.

Według „The Washington Post” urzędnicy USA podejrzewali, że Izrael może próbować zabić irańskich negocjatorów właśnie po to, by przerwać proces dyplomatyczny i doprowadzić do wznowienia walk. Ostrzeżenie miało zostać przekazane Teheranowi przez pośredników, a jego celem było skłonienie Irańczyków do zwiększenia środków bezpieczeństwa.

Biały Dom nie potwierdził szczegółów sprawy. Rzecznik administracji miał odpowiedzieć jedynie, że „prezydent chce, żeby proces pokojowy postępował”. Z kolei ambasada Izraela w USA odmówiła komentarza.

Sprawę skomentował Aaron David Miller, były urzędnik Departamentu Stanu i doradca amerykańskich prezydentów. „Pokazuje to rozbieżność celów wojny między Stanami Zjednoczonymi a Izraelem oraz fundamentalną determinację premiera Izraela, aby podważyć wszelkie negocjacje, jakie Stany Zjednoczone mogłyby zakończyć” – ocenił.