Wiceprzewodnicząca Koalicji Obywatelskiej podzieliła się w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” swoim podejściem do kwestii Wołynia.
- „Wspieraliśmy i nadal wspieramy Ukrainę. Te emocje dotyczą bardzo trudnej sprawy, bo rzeź wołyńska wciąż dzieli Polaków i Ukraińców i zbyt długo dochodzimy do porozumienia, takiego, jakie udało się osiągnąć z Niemcami. Tutaj się nie udało. Trzeba rozmawiać, słuchać, rozumieć i nie można działać emocjonalnie”
- oświadczyła.
Przypomnijmy, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wiosną nadał jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imię „Bohaterów UPA”. W ten sposób na Ukrainie gloryfikuje się faszystowską organizację, odpowiedzialną za wymordowanie około 100-150 tys. polskich cywili w ramach dążeń do czystości etnicznej. Organizację, której członkowie nieśli na sztandarach takie hasła, jak: „Lachiw wyriżem, Żydiw wydusym, a Ukrajinu stworyty musym” („Polaków wyrżniemy, Żydów wydusimy – a Ukrainę stworzyć musimy”) czy „Bude lacka krow po kolina – bude wilna Ukrajina” („Będzie polska krew po kolana – będzie wolna Ukraina”). Te hasła realizowali, nabijając Polaków na widły, rozrywając końmi, przebijając głowy gwoźdźmi czy roztrzaskując głowy dzieci. Reagując na ten antypolski gest, prezydent Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Kidawa-Błońska przyznała, że decyzja Zełenskiego „dla Polaków jest niezrozumiała i nie do zaakceptowania”. Jednocześnie jednak odpowiedzialnością za pogorszenie polsko-ukraiński relacji obarcza prezydenta Nawrockiego.
- „Pan prezydent Nawrocki podgrzał tę sytuację bardzo mocno, emocje sięgnęły zenitu i gorzej już być nie może. To nie zbliża nas do rozwiązania problemu, tylko oddala, a na dodatek buduje niechęć do Ukraińców w naszym kraju. Słyszałam, że niedawno została podpalona restauracja, którą prowadzą Ukraińcy. Dochodzi do bardzo niebezpiecznej sytuacji, a przypominam sobie pewne sceny z historii i nie chciałabym, żeby kiedykolwiek powtórzyły się w Polsce”
- wypaliła marszałek Senatu.
