W ceremonii uczestniczył marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, który wręczył uchwały o wyborze sędziów. „Działając w imieniu Sejmu RP, wręczę dziś paniom i panom sędziom uchwały o wyborze, będące wyrazem woli narodu” – mówił podczas wydarzenia. Uchwały otrzymali: Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski oraz Marcin Dziurda.
Wydarzenie od początku budziło kontrowersje – nie tylko ze względu na formułę, ale również sposób jego przeprowadzenia. Uroczystość była zamknięta dla dziennikarzy, a dostęp do relacji zapewniono jedynie poprzez sygnał produkowany przez Telewizję Polską. Jak informowały media, „dziennikarze stoją obecnie przed Salą Kolumnową i nie są wpuszczani do środka”, co dodatkowo spotęgowało napięcia wokół całej sytuacji.
Kluczowy spór dotyczy jednak nie samej ceremonii, lecz jej skutków prawnych. Zbigniew Bogucki w oficjalnym stanowisku podkreślił, że taka forma „ślubowania” nie wywołuje skutków prawnych. „Jedynym organem, wobec którego może zostać skutecznie złożone ślubowanie osoby wybranej na urząd sędziego Trybunału Konstytucyjnego, jest Prezydent RP” – zaznaczyła Kancelaria.
Bogucki poszedł dalej, wskazując na konsekwencje działań podjętych przez sędziów. „W przypadku podjęcia (…) czynności innych niż złożenie ślubowania wobec prezydenta działania te będą musiały zostać ocenione jako świadome i jawne naruszenie prawa” – podkreślił.
Cała sytuacja ma swoje źródło w wcześniejszych działaniach samych kandydatów, którzy zdecydowali się zaprosić prezydenta Karola Nawrockiego do Sejmu, by odebrał od nich ślubowanie. „Uprzejmie zapraszam Pana Prezydenta (…) do sali plenarnej Sejmu RP, gdzie złożę ślubowanie” – napisał w oficjalnym piśmie Marcin Dziurda. Podobne zaproszenia skierowali również pozostali kandydaci.
Brak odpowiedzi ze strony prezydenta doprowadził do przeprowadzenia „uroczystości” bez jego udziału, co stało się bezpośrednim powodem obecnej sytuacji. W praktyce oznacza to sytuację bez precedensu – część sędziów została wybrana przez Sejm, ale nie złożyła ślubowania przed głową państwa, co podważa możliwość objęcia przez nich urzędu.
