„Szlag człowieka trafia, jak patrzy na to, co dzieje się w edukacji” – napisała Pełczyńska-Nałęcz, odnosząc się do działań Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jej zdaniem problemem nie jest jedynie treść proponowanych zmian, ale przede wszystkim brak konsekwencji i opóźnienia w ich wdrażaniu.

Szczególne emocje budzi kwestia edukacji zdrowotnej, która funkcjonuje w szkołach od roku szkolnego 2025/2026 jako przedmiot nieobowiązkowy. Według minister, sposób jej wprowadzenia podważył sens całej reformy. „Po roku większość uczniów wypisało się z edukacji zdrowotnej, a sam przedmiot stał się niestety memem” – oceniła. Dodała przy tym, że obecne propozycje MEN powielają rozwiązania, które wcześniej przedstawiała jej formacja polityczna.

Podobne zarzuty dotyczą projektu ograniczenia używania smartfonów w szkołach. „Kolejna ważna reforma: zakaz smartfonów w szkołach. I co? To samo” – podkreśliła Pełczyńska-Nałęcz, sugerując, że inicjatywy są spóźnione i wdrażane bez odpowiedniej koordynacji.

Minister zwróciła również uwagę na – jej zdaniem – polityczne blokowanie rozwiązań legislacyjnych. „Projekt Polski 2050 leży w Sejmie od pół roku, zamrożony przez partyjną koleżankę” – napisała, odnosząc się do działań Krystyny Szumilas. W jej ocenie taki sposób procedowania ustaw „naprawdę mija się z sensem”.

Wypowiedzi Pełczyńskiej-Nałęcz wskazują na głębszy problem koalicyjny – brak spójności w prowadzeniu polityki publicznej. Krytyka nie dotyczy jedynie konkretnych rozwiązań, ale całego modelu współpracy w rządzie. „Rozwiązania były na stole rok temu” – przypomina minister, sugerując, że obecne działania są nie tylko opóźnione, ale też niewystarczająco skonsultowane.