„Jak nazwiemy sytuację, w której dochodzi do przejęcia mieszkania kosztem uboższej rodziny?” – pyta Sumliński w jednym ze swoich wpisów, odnosząc się do wydarzeń z lat 90. Jego relacja dotyczy lokalu komunalnego w Sopocie, w którym miała mieszkać „niezamożna kolejarska rodzina, posiadająca niewielkie zaległości wobec miasta”. Według autora, w tym samym czasie ówczesne władze miasta miały podjąć działania prowadzące do przydzielenia tego lokalu innemu najemcy.

Sumliński podaje, że decyzje te zapadły w szczególnych okolicznościach. Jak pisze, ówczesny prezydent Sopotu Jan Kozłowski miał „otrzymać polecenie znalezienia mieszkania” dla Donalda Tuska i jego rodziny. „Tłumaczył później, że nie miał wyjścia i musiał działać w określony sposób” – relacjonuje.

Kluczowym elementem sporu pozostaje kwestia zgodności z obowiązującymi wówczas przepisami. Sumliński podkreśla: „Donald Tusk był zameldowany w Gdańsku, jego żona w Gdyni. Tymczasem mieszkanie komunalne przyznano im w Sopocie”. W jego ocenie „prawo złamano w najbardziej czytelnej formie”, ponieważ – jak argumentuje – lokale komunalne przysługiwały osobom zameldowanym na terenie danej gminy.

Autor zwraca również uwagę na kontekst instytucjonalny całej sprawy. Według jego relacji, funkcjonariusz policji, który miał zajmować się wyjaśnianiem okoliczności przydziału lokalu, znalazł się pod silną presją. „Był naciskany z góry i obawiał się konsekwencji zawodowych” – pisze Sumliński, sugerując, że sprawa mogła zostać ostatecznie zamknięta bez pełnego wyjaśnienia.

W swoich wcześniejszych publikacjach, m.in. w książkach dotyczących powiązań polityki i służb specjalnych, Wojciech Sumliński wielokrotnie podnosił temat mechanizmów funkcjonowania elit III RP. „Transformacja ustrojowa nie była wolna od układów i zależności, które rzutują na życie publiczne do dziś” – pisał w jednej ze swoich analiz, wskazując na potrzebę „ponownego przyjrzenia się decyzjom z początku lat 90.”.

W omawianej sprawie pojawia się także wątek finansowy. Sumliński wskazuje, że lokal miał zostać w późniejszym czasie wykupiony „na preferencyjnych warunkach”, co – w jego ocenie – rodzi dodatkowe pytania o transparentność całej procedury. „To nie jest tylko historia jednego mieszkania, ale przykład mechanizmu, który warto dokładnie przeanalizować” – zaznacza.

Sprawa, choć dotyczy wydarzeń sprzed wielu lat, nadal wywołuje emocje i powraca w debacie publicznej. Dla jednych stanowi dowód na niejasności okresu transformacji, dla innych – przykład wymagający rzetelnej weryfikacji i konfrontacji z dokumentami oraz stanowiskami wszystkich stron.