Istotnie, dokładnie cztery dekady temu, 26 czerwca 1986 roku, ruszył nowoczesny jak na tamte lata program prowadzony przez młodych dziennikarzy. Nowa audycja zastąpiła jedno z popołudniowych wydań Dziennika TVP emitowanego o godz. 17.20. Tytuł programu był pomysłem ówczesnego dyrektora generalnego telewizji Aleksandra Perczyńskiego. Ale to, co przyciągało wówczas widzów do tej nowej propozycji komunistycznej telewizji, był nowy, dynamiczny format.

Zamiast koturnowych prezenterów, sztywno czytających z kamienną twarzą komunikaty władzy, postawiono na młodzieżowy luz i lekki język wiadomości. Młodzi prezenterzy czytali wiadomości z kartki, na stojąco, na tle dalekopisów wypluwających serwisy informacyjne. Wiadomości pisano lekkim językiem, a wszystko przeplatano nowinkami ze świata muzyki rockowej. Klipy muzyczne prezentowali młodzi dziennikarze Marek Sierocki i Hirek Wrona. Było miejsce na zabawne ciekawostki z kraju, wygrzebywane z produkcji lokalnych ośrodków TVP, a także na wiele – dziś powiedzielibyśmy – lifestyle'owych migawek ze świata. Porzucono namaszczone komunikaty zaczynające się od nieśmiertelnej frazy: „Pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej”, z dodatkiem: „odwiedził Płock albo Krasnystaw”.

W telewizyjnym świetle Woronicza bardzo szybko grupę młodych dziennikarzy „Teleexpressu” zaczęto nazywać „dziećmi Główczyka”.

Było to nawiązanie do nazwiska ówczesnego przewodniczącego Komisji Propagandy KC PZPR. Główczyk został wybrany na to stanowisko decyzją Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego szefa partii komunistycznej, ale – jak głosiła wówczas plotka – na nominację miał wpływ ówczesny rzecznik rządu Jerzy Urban. Był to element całego szeregu działań Urbana, który lansował tezę, że należy coś dać młodzieży, bo lepiej, żeby interesowali się muzyką rockową i liznęli trochę swobody obyczajowej, niż żeby zasilali podziemie „Solidarności”. To w ramach tego nowego pomysłu władzy zgodzono się na znacznie większy format festiwali rockowych w Jarocinie, zaczęto szukać młodych zdolnych wśród młodszego pokolenia dziennikarzy reżimowych mediów i wreszcie wprowadzono wspomniany już „Teleexpress”. Przy wymyślaniu nowego programu przydało się wiele doświadczeń z innej audycji radiowej – „Zapraszamy do Trójki”, która była z kolei wynalazkiem Andrzeja Turskiego, redaktora naczelnego Programu III Polskiego Radia w latach 1982–1983. Nie jest też przypadkiem, że niedługo później, w 1987 roku, właśnie Turski został szefem Programu I TVP. Lekki, niewymuszony styl „Teleexpressu” oczywiście różnił się tylko formą, a nie treścią, od reszty propagandowej drętwoty. Ale w warunkach peerelowskiej szarzyzny grupa prezenterów „Teleexpressu” szybko zdobyła ogromną popularność. Takie postacie jak Sławomir Zieliński, Jolanta Fajkowska, Magda Mikołajczak czy Wojciech Reszczyński szybko stały się niezwykle rozpoznawalne i lubiane. Ale władze, mimo że udzieliły sporego marginesu wolności dzieciom Główczyka, mimo wszystko wolały program nagrywać i odtwarzać z taśmy, a nie ryzykować nadawania na żywo. Swoisty sukces pomysłu Główczyka potwierdził wspomniany już eksperyment w postaci Rozgłośni Harcerskiej, na której falach wypromował się Jerzy Owsiak.

Dziennikarze „Teleexpressu” wykorzystali swój reglamentowany liberalizm, aby stać się czołowymi twarzami telewizji po upadku PRL. Jedynym z dziennikarzy „Teleexpressu”, który po 1989 roku zadeklarował chęć budowania nowej, zdekomunizowanej telewizji, był Wojciech Reszczyński. Stał się potem obiektem ataków „Gazety Wyborczej” czy „Polityki”. Za to takich weteranów „Teleexpressu” jak Sławomir Zieliński czy Jolanta Fajkowska komplementowano w liberalnych mediach jako ponadpartyjnych fachowców. To oni zdominowali TVP w latach 1990–1999, doskonale dostosowując się do linii Okrągłego Stołu. Lansowali europejskość, postępowość i wspierali pośrednio czy to Unię Wolności, czy to Sojusz Lewicy Demokratycznej. Dla odmiany zawsze byli w dyskretnej opozycji wobec prawicy.

Sławomir Zieliński szczyt swojej kariery osiągnął w epoce rządów Roberta Kwiatkowskiego jako dyrektor Programu I Telewizji Polskiej. W telewizji był postrzegany jako rzecznik lewicy postkomunistycznej. Oczywiście z czasem niegdysiejsi młodzi zaczęli schodzić na dalszy plan wobec naturalnej konkurencji wiekowej ze strony młodszych dziennikarzy. Ale generację „Teleexpressu”, obok żurnalistów wykreowanych przez „Zapraszamy do Trójki”, można śmiało uznać za „budowniczych liberalnego ładu III RP”. Inwestycja ekipy Jaruzelskiego w nieco lżejszy styl propagandy opłaciła się stukrotnie.

Piotr Semka

______________________

Z serii: Z dziejów III RP