Deklaracja to dzieło przewodniczącej Organizacji Kobiet SPD – Carmen Wegge, wiceprzewodniczącej Bundestagu Josephine Ortleb oraz Jasminy Hostert – rzeczniczki ds. polityki kobiecej frakcji SPD w Bundestagu. Carmen Wegge, wypowiadając się dla magazynu „Stern”, tak oto reklamuje nową inicjatywę: „Jeśli chcemy, aby w przyszłości więcej kobiet brało udział w kształtowaniu polityki, musimy zmienić ordynację wyborczą. Nie wystarczy, że tylko jedna kobieta zasiada w Komitecie Koalicyjnym wielkiej koalicji CDU–SPD”. Z kolei Josephine Ortleb argumentuje: „Kobiety stanowią połowę populacji w Niemczech, ale nadal są niedoreprezentowane w parlamencie, w partiach politycznych i na stanowiskach kierowniczych. To wielki problem”.
SPD powołuje się na zapisany w koalicyjnym programie rządowym postulat „reformy wyborczej”. Tyle że każda ze stron rozumie to hasło inaczej. Jak dotąd koalicja chadeków i SPD nie była w stanie dojść w tej kwestii do choćby ogólnego porozumienia. Chadecy chcą ułatwić wejście do parlamentu kandydatom dzięki zwykłej większości głosów, a socjaldemokraci mają hopla na punkcie parytetu płci. Tymczasem w międzyczasie dwa niemieckie landowe sądy konstytucyjne w 2020 roku zakwestionowały wprowadzenie parytetu płci w ustawach parlamentów Turyngii i Brandenburgii. W obu wypadkach sądy orzekły, że te zapisy są sprzeczne z ustawą zasadniczą RFN. Sądy w obu landach wskazały, że narzucenie partiom politycznym konieczności naprzemiennego umieszczania kobiet i mężczyzn na listach, tzw. metoda suwakowa, narusza konstytucyjną wolność tworzenia partii oraz prawo do równego i wolnego udziału w wyborach.
Ale wszystko to nie przekonuje 80 posłów SPD, którzy uważają, że parytet płci jest prawnie wykonalny. Jak mówią socjaldemokraci: „Teraz potrzebujemy tylko niezbędnej woli politycznej, aby parytet wdrożyć”. CDU już zapowiada, że zmian nie poprze, choć oficjalnie łagodzi to znacznie mniej pryncypialnym określeniem: „Zachowujemy sceptycyzm”. Część komentatorów, szczególnie tych w Internecie, nie kryje złośliwych uwag wobec pomysłów SPD. Największym problemem niemieckiej elity politycznej jest obecnie groźba, że we wrześniowych wyborach w Saksonii-Anhalt główny rywal obecnej koalicji, AfD, może zdobyć samodzielną większość. W ostatnim sondażu z 13 maja br. AfD ma 41,6 proc., CDU tylko 29,9 proc., a SPD ma żałosne 6,4 proc. W tej sytuacji inicjatywa ogólnoniemieckiej SPD z forsowaniem parytetu płci wygląda jak ekscentryczne dziwactwo oderwanych od rzeczywistości lewaków. A zaniepokojona progresywnymi pomysłami swych współkoalicjantów niemiecka chadecja martwi się bardziej wyjątkowo niską popularnością kanclerza Friedricha Merza. Tradycyjny niemiecki system polityczny trzeszczy coraz głośniej.
Piotr Semka
