Dziś kończy się w Gdańsku Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy, która już jawi się jako kolejna katastrofa tego rządu. Do Polski nie pofatygował się prezydent Ukrainy, a przy okazji wydarzenia Ukraińcy podpisywali umowy z przedsiębiorstwami z Litwy, Szwecji, Czech, Francji czy Niemiec, ale nie z Polski. Dodatkowo skandal wywołała obecność Mera Lwowa Andrija Sadowego, który słynie z upamiętniania w rządzonym przez siebie mieście zbrodniarzy UPA i jest w sporze z polską firmą, której Lwów nie wypłacił należnych pieniędzy.

Gdańskie wydarzenie skomentował w programie „Graffiti” na antenie Polsat News europoseł PiS Michał Dworczyk, który ocenił z przykrością, że „ta konferencja stworzyła warunki, żeby pan premier Donald Tusk dał się wciągnąć stronie ukraińskiej w pewną grę międzynarodową, kosztem naszych spraw wewnętrznych”. Podkreślił, że „Ukraińcy rozgrywają napięcia w innych krajach”.

- „To, co się działo w ostatnich dniach (...), to był rodzaj gry Donalda Tuska i prezydenta Zełenskiego przeciw prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. To była ostatnia rzecz, której bym się spodziewał, że polski premier z przywódcą innego państwa będzie starał się grać przeciwko polskiemu prezydentowi”

- wyjaśnił.

Zwrócił uwagę na zaproszenia, pod którymi podpisał się polski premier i prezydent Ukrainy.

- „Był to ewidentnie zabieg, który wpisywał się w polską politykę wewnętrzną. Szkoda, że Donald Tusk jest tak zdeterminowany, żeby walczyć ze swoimi oponentami politycznymi, że daje się wykorzystywać innym krajom, w tym przypadku przywódcy Ukrainy”

- stwierdził.

Odnosząc się natomiast do samej istoty konferencji, eurodeputowany wyraził przekonanie, że przed zakończeniem wojny nie będzie żadnych strategicznych inwestycji na Ukrainie.

- „Po drugie nie ma zbyt wielu dużych, polskich firm, które na dodatek miałyby efektywne poparcie ze strony swojego państwa, które mogłyby wejść na Ukrainę i realizować duże kontrakty. Bez tego efektywnego wsparcia na Ukrainie nie da dziś robić interesów”

- zaznaczył.

Przykładem jest Control Process, polska firma, która wybudowała we Lwowie spalarnię śmieci.

- „Mimo tego, że wygrała w arbitrażu międzynarodowym, została w sposób bandycki, gangsterski potraktowana, wyrzucona z placu budowy. Zakładam, że ta sprawa znajdzie swój finał pozytywny gdzieś na końcu. Ale straty, jakie takie firmy ponoszą, bo to nie jest pierwszy przypadek (...), firmy mogą bać się ryzykować”

- zauważył Dworyczk.

Tymczasem premier Donald Tusk „jeszcze utwierdza w przekonaniu stronę ukraińską, że państwo polskie jest słabym państwem, słabym graczem, który daje się rozgrywać i nie będzie skutecznie zabiegał o swoje firmy”.