Sprawa nie dotyczy jedynie potrzeb Wojska Polskiego, ale także potencjalnej produkcji i obsługi maszyn dla europejskich sojuszników. Producent Abramsów, General Dynamics Land Systems, ma od miesięcy zabiegać o rozwinięcie w Polsce szerszych zdolności przemysłowych, jednak decyzja należy do polskiego rządu.

Sprawę ostro skomentował były szef MON Mariusz Błaszczak. „Blokowanie budowy zdolności do współprodukcji czołgów Abrams w Polsce to kolejna zmarnowana szansa dla bezpieczeństwa państwa, polskiego przemysłu zbrojeniowego i całej gospodarki” — napisał. Dodał również, że po wycofaniu się z ambitnych planów produkcji czołgów K2 w Poznaniu pojawiają się informacje o zwlekaniu „z otwarciem drogi do współprodukcji Abramsów”. Jak dalej stwierdził, oznaczałoby to „rezygnację z technologii, miejsc pracy, kompetencji i realnego wzmacniania naszych zdolności przemysłowych”.

To nie jest spór o jeden kontrakt, lecz o kierunek strategiczny Polski. Abramsy są już filarem polskich wojsk pancernych: Polska zamówiła łącznie 366 czołgów, w tym 116 M1A1FEP i 250 M1A2 SEPv3. General Dynamics Land Systems podaje, że wszystkie 116 maszyn M1A1FEP zostało już dostarczonych i wprowadzonych do służby, a do Polski trafiło także 85 z 250 czołgów SEPv3. Ostatnie dostawy przewidziano na jesień 2026 roku.

Amerykanie już budują w Polsce zaplecze pod ten program. W Poznaniu, we współpracy z Wojskowymi Zakładami Motoryzacyjnymi, rozwijane jest Regional Sustainment Center, czyli regionalne centrum wsparcia floty Abramsów w Europie. GDLS informuje, że podpisał z ośmioma polskimi firmami 52 kontrakty na dostawy części do Abramsów, a we wrześniu 2025 roku umowy te miały objąć 52 komponenty wykorzystywane w tych czołgach. To pokazuje, że polski przemysł już wchodzi do globalnego łańcucha dostaw, ale bez politycznej decyzji Warszawy ten proces może zatrzymać się na półmetku.

Znaczenie współpracy z USA widać także w Dęblinie. Honeywell i Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 1 podpisały w maju 2026 roku porozumienie o utworzeniu autoryzowanego centrum obsługi silników AGT1500 używanych w Abramsach. Honeywell podkreśla, że ulokowanie takich zdolności w Polsce skróci czas obsługi i napraw oraz wzmocni gotowość bojową. Centrum ma zostać otwarte w 2028 roku, a według PGZ będzie jedynym autoryzowanym centrum serwisowym AGT1500 w Europie, zdolnym obsługiwać nie tylko polskie czołgi, ale potencjalnie również maszyny innych europejskich użytkowników i US Army.

Tym bardziej niezrozumiała jest opieszałość obecnego rządu. Jeżeli Amerykanie oferują Polsce transfer kompetencji, częściową produkcję, serwis i miejsce w łańcuchu dostaw najważniejszego zachodniego czołgu, to zwlekanie z decyzją działa przeciwko interesowi państwa. Polska nie może być wyłącznie klientem kupującym gotowy sprzęt. Musi być współproducentem, centrum obsługi i technologicznym zapleczem dla całej wschodniej flanki NATO.

Wojna na Ukrainie brutalnie pokazała, że zwyciężają państwa, które mają nie tylko żołnierzy i sprzęt, ale także własne zdolności produkcyjne, remontowe i logistyczne. Dlatego produkcja amerykańskiego sprzętu w Polsce powinna być priorytetem, a nie tematem odkładanym na później. Każdy miesiąc zwłoki to mniej technologii, mniej miejsc pracy, mniej kompetencji i mniej bezpieczeństwa. Rząd, który naprawdę myśli o obronności, powinien natychmiast domknąć rozmowy z Amerykanami i wykorzystać szansę, zanim zrobi to ktoś inny.