Sam utwór ma być satyrą na sprawę Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR w Szpitalu Południowym i byłego radnego KO. Kacprzyk stracił pracę w placówce po wybuchu afery, a media opisywały zarówno wątek „VIP SOR”, jak i jego wysokie zarobki oraz pytania o doświadczenie zawodowe przy pracy z pacjentami w najcięższym stanie. TVN24 cytował komunikat szpitala: „umowy zawarte pomiędzy Warszawskim Szpitalem Południowym Sp. z o.o. a lekarzem Dawidem Kacprzykiem zostały wypowiedziane przez spółkę”.
Kapela śpiewa m.in.: „Gdy dopadnie cię katarek lub zaboli paluszek, szpital południowy to najlepszy kierunek”. Problem w tym, że sprawa dotyczy nie kabaretowej scenki, ale zaufania do publicznej służby zdrowia. Szpital, SOR i poczekalnia nie są scenografią do internetowych wygłupów, lecz miejscem, do którego trafiają ludzie chorzy, wystraszeni i często bezradni. Robienie z tego tła dla prowokacyjnego klipu pokazuje nie tylko brak smaku, ale i kompletną utratę proporcji.
Najbardziej oburzający jest jednak szerszy kontekst. Ten sam Kapela otrzymał publiczne pieniądze z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W odpowiedzi na interpelację poselską podano, że Jan Kapela dostał 12-miesięczne stypendium, a miesięczna kwota wynosiła 5000 zł brutto, czyli 60 tys. zł w skali roku. Media informowały, że środki przyznano na projekt dotyczący piosenek do musicalu o historii zakazania aborcji w Polsce.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy państwo naprawdę powinno finansować takie gnioty? Kultura wymaga wolności, ale wolność nie oznacza obowiązku utrzymywania z kieszeni podatnika każdego, kto prowokację myli z talentem, a żenujący happening z twórczością.
Kolejne zasadnicze pytanie dotyczy standardów państwa, które jedną ręką apeluje o odpowiedzialność w ochronie zdrowia, a drugą finansuje projekty ludzi zamieniających publiczne instytucje w scenę dla autopromocji. Jeżeli tak ma wyglądać „mecenat kultury”, to nie jest to mecenat, lecz polityczno-ideologiczne rozdawnictwo przykryte etykietą sztuki.
Czy ten gniot ma naprawdę przykryć tę koszmarną aferę? I czy naprawdę widownia KO jest aż tak „prosta”?
